| Godzina "W" |
| Wpisany przez Paulina, Włocławek | |||
| czwartek, 29 sierpnia 2013 21:07 | |||
|
Godzina "W" Jadę tramwajem. Obserwuję okolice. W tle od razu dostrzegam przygotowania do obchodów 69.rocznicy Powstania Warszawskiego. 1 sierpnia. Zryw. Marzenie o wolność. Już w pół do piątej. Gołym okiem widać chodzących po mieście harcerzy, wolontariuszy, ludzi ze znakami Polski Walczącej. Wpatrzona i zamyślona nadal siedzę w bardzo zatłoczonym tramwaju. Odliczam przystanki, by wiedzieć, czy wysiadam w dobrym miejscu. Gdy doliczam do pięciu, wzdycham głęboko i wysiadam. Idę przesiąść się do kolejnego tramwaju. Już coraz bliżej siedemnastej. Zostało zaledwie piętnaście minut. Widzę coraz więcej ludzi. Są wszędzie - na ławkach, w parkach, chodnikach, trawnikach, drogach. Gdy ponownie wysiadam, zostaje pięć minut do siedemnastej. Zaledwie pięć minut. Jak ja czułabym się, żyjąc w tamtych czasach ze świadomością tego, że lada moment rozpocznie się Powstanie? Jakie uczucia by mi towarzyszyły? Raptownie spoglądam na zegarek. Cztery. Mam ciarki na plecach. Idę wzdłuż jakiejś ulicy, wiem tyle, że jestem niedaleko Parku Praskiego. 4,3,2,1... Ryyyyyy! Słychać przeraźliwe syreny. Ryyyyyyyyy! Coraz głośniej. Warszawa stanęła. Wygląda jakby ktoś zatrzymał czas. Ludzie, na co dzień zabiegani stają jak wryci, wyprostowani, ze spuszczonymi głowami. Samochody, skutery, autobusy, tramwaje zatrzymują się od razu. Nikt się nie rusza, nikt nic nie mówi. Nie trzeba opisywać tego, co każdy z Nas czuje w tym momencie. Stoję i próbuję powstrzymać się od płaczu. Nie mogę. Nie. Czuję jak łzy spływają po moich policzkach. W połowie minuty ciszy nie mogę przestać płakać. Stoję wyprostowana, ze łzami w oczach. Mija mnie jakiś mężczyzna, idzie i wymachuje rękoma, nie czci minuty ciszy. Ogarnia mnie złość. Czy nie może przez minutę ustać w spokoju i oddać hołd umarłym? To naprawdę takie trudne? Może nie jest zwolennikiem Powstania, jednak powinien uszanować pamięć o zmarłych. Spuszczam wzrok i ponownie czuję spływające po policzkach łzy. Przed oczyma mam widok Powstania, jakbym na chwilę cofnęła się w tamten dzień. W swojej głowie widzę tłum powstańców, słyszę odgłos syren. W rzeczywistości już syreny przestały wyć. Wszyscy wrócili do swoich normalnych obowiązków. Z zapuchniętymi oczami idę w stronę następnej ulicy. Mijam parę młodych ludzi. Widzę, że dziewczyna cała drży, po policzkach nadal płyną jej ostre smużki łez . Patrzę na nią, a ona na mnie. Nie musiała nic mówić, gdy mnie mijała. W pełni ją rozumiałam. W pełni wiedziałam, co czuje. Każdy może mieć swoje zdanie na temat tego czy Powstanie było potrzebne, ale wszyscy wiemy jedno , jak w tekście piosenki - były to "63 dni chwały, nie przeliczając strat".
|

