| List Lenki... |
| Wpisany przez Weronika | |||
| niedziela, 12 maja 2013 20:17 | |||
|
Warszawa, 17.02.1941r Kochana Wiktorio! Bardzo się cieszę, że w końcu się odezwałaś. Myślałam, że już po tobie.Tu po naszej stronie jest coraz gorzej. Wojna to bardzo ciężki okres. Janek nie odezwał się od wiosny. Nie wiem co się z nim dzieje. Nawet nie wiem czy on jeszcze żyje... Razem z całą rodziną trafiłam do getta. Tu jest strasznie! Dzieci błąkają się same po ulicach a Niemcy się nad nimi znęcają. Romek się kompletnie załamał. Boi się już nawet wyjść na ulicę. Matka robi wszystko żeby utrzymać nas przy życiu. Jednak życie w getcie znacznie różni się od waszego. Nie mam pojęcia ile jeszcze tu wytrzymam. Kiedy ostatnio wyszłam na ulicę, podbiegła do mnie mała dziewczynka. Zaczęła prosić żebym jej pomogła. Pod kurtką trzymała chleb, który pewnie ukradła co tłumaczyło by goniących ją Niemców. Krzyczeli na nią ale nie rozumiałam niemieckiego. Kiedy chodziłam do szkoły nikt nie myślał , że może nam się on przydać. Krzyczała błagając o ratunek. Byłam tak przerażona, że nie wiedziałam co robić. W tej chwili rozległy się strzały. Mała chwyciła się tylko mojego płaszczyka mówiąc: "- W kieszeni mam coś cennego. To zostało po moich rodzicach" i osunęła się na ziemię. Jeszcze przez kilka minut patrzyłam na nią. Z ciekawości wsunęłam rękę do kieszeni jej płaszczyka.Wyciągnęłam z niej zdjęcie. Były na niej dwie osoby. Jedna z nich, kobieta, trzymała na rękach niemowlę. Wyglądali uroczo. Odwróciłam zdjęcie. Napisane było:"Pierwsze godziny naszej kochanej, maleńkiej kruszynki". Wtedy zrozumiałam dlaczego było to dla niej tak cenne. Wracając do domu płakałam. Nie dziwiło mnie nic. Kiedy zamykam oczy widzę ją upadającą na ziemię. Boże! Nie chce myśleć, że taki los może spotkać każdego z mojej rodziny łącznie z Jankiem. Tak strasznie się boje... Lenka PS
|

