Strona główna Wiersze wojenne Jarosław Iwaszkiewicz
Jarosław Iwaszkiewicz
Wpisany przez Marlena, Ostrowiec Świętokrzyski   
środa, 08 sierpnia 2012 19:55

Za tysiąc lat

wszystkie kopuły czas wyrówna

i nikt nie będzie znał już naszych imion

J. Iwaszkiewicz, Za tysiąc lat

 

Jarosław Iwaszkiewicz, działający często pod pseudonimem Eleuter był  poetą, prozaikiem, dramaturgiem, eseistą, tłumaczem, a także muzykologiem. Urodził się w 1894r. na Kresach w rodzinie inteligenckiej, studiował prawo w Kijowie. W okresie międzywojennym był obok Juliana Tuwima, Jana Lechonia i Antoniego Słonimskiego ? założycielem słynnej grupy poetyckiej Skamander. Pracował jako sekretarz marszałka Sejmu, potem w poselstwach polskich w Kopenhadze i Brukseli. W czasie wojny w jego domu w Stawiskach znalazło schronienie wielu ludzi kultury. Po wojnie przez szereg lat był prezesem Związku Literatów Polskich. Wydał kilkanaście tomów wierszy (np. Księga dnia i nocy, Warkocz jesieni), kilka powieści (m.in. Słowa i chwała, Czerwone tarcze), wiele zbiorów opowiadań i tomów eseistyki. Na podstawie kilku jego utworów powstały wybitne filmy : Matka Joanna od Aniołów Jerzego Kawalerowicza oraz Brzezina i Panny z Wilka Andrzeja Wajdy. Jarosław Iwaszkiewicz zmarł w 1980r.

Grób Jarosława Iwaszkiewicza w Brwinowie

 

 

Jesień w Warszawie

W alejach białe obserwując pieski,

Oglądam spadające chrupliwe kasztany,

Którymi się zachwycał gdzieś tam Miłaszewski.

Gdybyż park na błękitno był pomalowany!

 

Ultramaryny dreszcze na szarym asfalcie!

Szaro się podesłała pod stopy ulica.

Ćmy złotych liści, tylko się nie spalcie:

Stolica!

 

Mgliste aleje i miękkie futerka,

Niskie obłoki, smak węgierki chłodnej.

Chodniki: dziwna dymów, serc rozterka.

O jakiż jestem głodny!

 

Pomiędzy już nadpsute zabłąkane dalie

Rzymianka-warszawianka, jak z chaty Ewandra,

Syn żołnierza wita, przeginając talię

Na posiniałym placu szaro - Aleksandra.

 

Za chwilę znowu jesień i Nowy Świat w mgłach,

Wąska, wąska, tasiemna ulica.

Kameralne koncerta grywać będzie Bach.

Stolica - ha, stolica.

 

Gdzież tu zasadzić wszystkie swoje kwiaty

Między Ziemiańską, Kruczą a belferką,

Zaczarowane uciekając lato

Zaklęło w przedmiot marzeń przelotną kasjerkę.

 

Cóżem Ci, o Warszawo, ty Wiedeński Dworcze,

Uczynił szarobury, żeś wskazał godzinę,

Gdy wszystkie moje myśli bujne i dozorcze

Spłynęły i samotną odkryły głębinę.

 

"Maj" się mój gdzieś w Kijowie między Oktostychy

Płonący wydał - zasię śmieszył w Picadorze.

Nowogrodzkiej ulicy rów sinawo-cichy

Czasami tylko w głębi daje żółte zorze.

 

Rozstąpcie się, o domy, rozjedźcie, tramwaje,

Przez trzeciomostu wiadukt przejrzysty i miodny.

Zejdź mi z oczu, widoku siwy i łagodny.

Dążącemu przez dziwnie pojmowane kraje.

 

Cóż wy mi poradzicie, na pomnikach wieszcze?

O dziewczynki, marzące o srebrnej epolet!

Za mną wrota, przede mną nieskończone wrota

Otworzą się na błękit, na siność, na fiolet!!...

 

Niech się raz przecie śmiga z pajęczyn odmota,

Niech palmy złotowonne, niech obudzi strusie,

Różowy żagiel wznieci na morza obrusie,

Precz mi wszystko, co męstwo tamuje i gnębi!

 

Precz, przyjaźni: ja w krwi chcę przepaścistą głąb

Izochimenów zamknąć tęczowe widoki!

O morza, morza, morza ziąb -

I czarna piano gorącej posoki!

 

Do przyjaciela wroga

Siedzimy dziś wspólnie przy stole,

Dzielimy się chlebem i winem,

I wielkich imiona mówimy

Głosem ściszonym, wzruszonym.

 

Schodzi pomiędzy nas pokój

Wielkiej i świętej wiary,

Jesteśmy ludźmi, przyjaciółmi,

Jesteśmy poetami.

 

Krąg złoty wina w kieliszku

Pogańskim się staje symbolem

I dzwoni szkło jak dzwony

Nad wielkim i żyznym polem.

 

Oczy mam pełne jeszcze

Jesiennej melancholii

I wiem - że moc i przyjaźń,

I wielkie słowo boli.

 

Patrzymy na siną mglistość,

Która w oddali zbiera,

I zimna rzeczywistość

Na ustach nam zamiera.

 

Myślimy, że przez winnice,

Wziąwszy się kręgiem za ręce,

Aż w nasze okolice

Pójdziemy przy piosence.

 

Ach, pieśni śpiewać możemy,

Możemy poetów czytać

I sercem ściśniętym zachód

Na szarej wodzie witać.

 

I liście splatać w wieńce,

I błądzić w wysokim lesie,

I chwytać wszystko w ręce,

Co młodość nam przyniesie.

 

Lecz jeśli kiedy staniemy

Naprzeciw siebie z orężem,

Pamiętaj, że będziemy

Ja mężem i ty mężem.

 

I że za nami staną

Wielkie legendy i króle,

I nasze wielkie narody,

I nasze wielkie bóle.

 

Śmiertelny potok życia

Uczucia nasze zamroczy

I spojrzą ku sobie bezwładnie

Nasze nie nasze oczy.

 

W zderzeniu piorunowym

Miłość się nasza ziści -

Pamiętaj - większa siła

Jest zawsze w nienawiści.

 

 

 

Przykro nam, ale nie możesz komentować tego artykułu, ponieważ nie jesteś zalogowany. Zaloguj się lub załóż konto, jeśli go jeszcze nie posiadasz. Zapraszamy!

Czas Honoru

Ankieta

Czy Twoim zdaniem, serial przyczynił się przywrócenia pamięci o cichociemnych oraz żołnierzach wyklętych?
 

Z planu serii "Powstanie"

Wyszukaj na stronie

Ostatnie komentarze