Wspomnienia
Wpisany przez Paulina, Włocławek   
czwartek, 19 czerwca 2014 08:35

O Warszawie i Powstaniu Warszawskim oraz obozie w Krakowie.

Co prawda byłam za młoda by uczestniczyć w powstaniu jako żołnierz bądź sanitariuszka, ale kiedyś tata opowiedział mi co nieco. Mój ojciec był podczas powstania w Warszawie. To, co działo się w tym czasie było okropne. Ludzie walczyli jak mogli, aby odzyskać wolność. Wielu młodych ludzi, większość nie miała jeszcze 25 lat, oddało swoje życie za Ojczyznę. Nie ważne, czy było się kobietą czy mężczyzną, szło się i stawało do walki.

Ulice pełne krwi i trupów, co chwilę słychać wystrzały z pistoletów, kulki przeszywające ciała warszawiaków, wybuchy bomb. Na każdym kroku czaił się wróg, który w każdej chwili potrafił bez większych opresji zabić. Nasz kraj stawał się wielkim cmentarzem hitlerowskich działań. Nie miało się pewności, czy przeżyje się następny dzień , czy osoby, które widzimy dzisiaj, zobaczymy jutro. Nie miało się pewności niczego, natomiast miało się pewność, że w każdej chwili można było umrzeć. Jedno z wydarzeń przytaczanych przez mojego tatę:

Mój ojciec był w Warszawie i spotkał żydowskie dziecko. Niemcy chcieli zabrać dziewczynę do obozu lub od razu odebrać jej życie. On powiedział, że to jego córka bądź osoba z rodziny, już nie pamiętam. Tak to by byli tego dzieciaka zabili, a tak udał, że to jego córka. Jej matka była bardzo wdzięczna.

O, jest jeszcze sprawa, którą pamiętam.
Jechaliśmy takim pociągiem od bydła, ale nie wiem już gdzie. Wieźli nas na zmarnowanie, na śmierć. Pociąg ustał na stacji na zatankowanie, a nam udało się w tym czasie uciec. Moja mama uciekła ze mną. Ojciec w tym czasie był w łagrze. Byłam mała, nie było nic do jedzenia, miałam "zielony brzuch", bo jadłam te zgniłe, zmarznięte ziemniaki. Nie do przeżycia było to, co jadłam, jednak dzięki matce nadal żyje, gdyby nie ona, umarłabym z odwodnienia, przemęczenia i głodu.

Jak Niemcy weszli, to moją mamę zabrali, a mnie podrzucono na opiekę do ciotki. Później dali mnie do drugiej ciotki. Wędrowałam od domu do domu, nie miałam własnego kąta. Musiałam paść bydło. Tam było okropnie, że wszy miałam takie, że aż głębokie rany było widać. Spałam tylko pod cieniutkim prześcieradłem na ziemi. Jadłam suchy chleb. To była moja ciotka, Polka, a traktowała mnie bardzo źle. Na wojnie nie umarła mi ani matka, ani ojciec, ani brat. Z tego, co jeszcze pamiętam, to wędrowaliśmy kanałami, lecz tego prawie w ogóle nie pamiętam, byłam bardzo mała i wtedy, o ile się nie mylę nie jadłam parę dni, więc nie za specjalnie interesowałam się tym, co działo się wkoło.

Bieda, głód i nędza. Nie wiem, jak to opisać. Pierwsze słowa, które nachodzą mi na myśl to właśnie te skojarzenia. Niczego nie było, było znów wielu niewinnych ludzi skazanych na śmierć. Wszyscy spaliśmy na słomie, łóżek nie było ani jedzenia. Często głodowaliśmy. Jednym z posiłków możliwych do zdobycia i zjedzenia w obozie, a dokładniej robionych przez nas samych, były placki. Dostępnym produktem były ziemniaki. Co jasne, ziemniaki były zgniłe, popsute, zarobaczone. Pewnie zastanawiasz się, jak tam trafiłam. Jak to na wojnie, wysiedlali ludzi. Mieszkałam gdzie się dało, jadłam, co wpadło mi w ręce. Nie rzadko bywało, że żyłam z pustym brzuchem przez kilka dni, już myślałam, że koniec jest bliski. Po zjedzeniu tych zepsutych ziemniaków pojawiały się niestrawności, lecz cieszyłam się, że cokolwiek trafia do żołądka. Zdarzało się, ze widziałam jak Niemcy zabijali przechodnia na ulicy. Choć to nie dotyczy wydarzeń z obozu, myślę, że warto wtrącić ten wątek, jak on oddziałuje na człowieka. To było straszne. Nie potrafiłam uciec od myśli, kiedy to wszystko się skończy? Dlaczego zabijamy się wzajemnie? Gdy wybuchła wojna miałam 6 lat. Nie za wiele też mogę powiedzieć o wojnie, z czasem wszystko ulatnia się z głowy.

 

 

Ankieta

Czy Twoim zdaniem, serial przyczynił się przywrócenia pamięci o cichociemnych oraz żołnierzach wyklętych?
 

Z planu serii "Powstanie"

Ostatnie komentarze