Stanisława Olender
Wpisany przez Marlena, Ostrowiec Świętokrzyski   
sobota, 28 czerwca 2014 07:41

- Babciu w 1939 roku byłaś młodą dziewczyną. Z pewnością nie interesowałaś się jeszcze polityką ale czy dorośli przeczuwali, że wojna wybuchnie? Czy mówiło się na ten temat otwarcie w kraju?

Od wiosny wśród ludzi starszych i dorosłych była mowa o wojnie. Jednak nikt nie przypuszczał, że to tak od razu. My jako dzieci to jeszcze nie braliśmy tego pod uwagę ale wtedy jak już przyszli Niemcy to Ci powiem takie swoje odczucie, a zresztą i koleżanek moich: Byli Niemcy ale jeśli chodzi o postępy to były bardzo ludzkie te postępy takie należyte, jak przypadło na człowieka ale mimo wszystko tośmy czuli taki jak to mówią, że wyglądam na kogoś i taki... lęk, nie lęk nie wiem nawet jak to nazwać po prostu niewiara i już. Nie wierzyliśmy im i koniec. Zdawało się, że to przyszedł wróg, po co przyszedł, na co przyszedł?

- Babciu, ile miałaś lat w 1939 roku? Jak zareagowałaś na wiadomość o tym, że wybuchła wojna?

Miałam 13 lat, skończyłam w kwietniu, wojna wybuchła we wrześniu. Jak? Było to dla Nas dziwne i przykre też, strach, lęk... Pamiętam pierwsze samoloty jak przyszły nad Karsami, tam zrzucili pierwsze bomby. To było straszne. Nawet ludzie szli tam oglądać już później po tym całym incydencie. Ale nie byłam tam. Później zeszło dwa tygodnie i byli u Nas Niemcy na kwaterze. Kwaterowali, zajęli pokój i na wiosce na Stróży też stali Niemcy. Ale Niemcy chociaż to był wróg trzeba powiedzieć, że honorowo postępowali. Przyszli jak coś im było trzeba i o wszystko zapytali. Jak się nie rozumiało, bo się nie rozumiało, to wzięli za rękę. Wziął, poprowadził zawsze do gospodyni i się zwracał "matka, matka" albo brał za rękę i pokazał, że to mu jest potrzebne. Jak przyjechali Niemcy, jak już się rozpakowali to mama mówi wtedy tak "Idź Ty do lasu - ojciec był gajowym - szukaj ojca i powiedz żeby rewolwer zostawił - bo też miał dla gajowych - w lesie bo kto wie co im tam przyjdzie do głowy. Mogą podejrzewać.". Pobiegłam do tego lasu, szukałam ojca. Znalazłam i mówię, że u Nas na kwaterze są już Niemcy, a mamusia kazała żeby tatuś zostawił pistolet gdzieś w lesie bo nie wiadomo jak oni mogą na to zareagować. Zostawił ojciec tam w umówionym drzewie, w takiej dziupli i gdzie wiedział, że będzie pamiętał i przyszliśmy do domu, to już było tak przed wieczorem.

- Którego dnia przyszli do Was Niemcy?

Połowa września. To był gdzieś 14/15 wrzesień.

- Babciu, z perspektywy czasu, kiedy wiemy ile ofiar pochłonęła wojna, jak oceniasz politykę Józefa Becka? Jak wiemy to on ukrywał przez bardzo długi czas warunki postawione przez Niemców jesienią 1938 roku. Dopiero na wiosnę, kiedy nie mógł odeprzeć nacisków z ich strony powiedział, że "jeżeli jakieś państwo, samo lub w towarzystwie innych, zechce pokusić się chociażby o jeden metr kwadratowy naszego terytorium, przemówią armaty. Wiedzą o tym w Berlinie i przyjęto to tam do wiadomości". Czy wybuch wojny mógł wynikać z jego nierozwagi?

Może z nierozwagi, a może celowo? A kto to wie? Ja się jeszcze nie interesowałam bardzo polityką w tych latach ale chcę Ci powiedzieć taki żart. U mojej ciotki było trzech synów, oni hodowali owce. Mieli takiego barana. To było już później, za rok, nie jak Niemcy weszli. Ten baran Iwo wyszedł nieraz i o coś tam "Beeeee" to te chłopaki latały i tak się pytali "Iwo, kto Polskę sprzedał?", a on "Beeeee" [przyp. w domyśle Beck]. To jest taki domowy, swojski żart ale prawdziwy. Niby sobie żarty robili ale odczuwali tę gorzką prawdę, że jednak był coś winien ten Beck.

- Jakie były prognozy wśród społeczeństwa? Sądzono, że wojna zaraz się skończy? Chyba nikt nie podejrzewał, że ona będzie trwała aż do 1945 roku.

To było wszystko zakłamane. Przede wszystkim ludzie nie wiedzieli, że już wcześniej był upisany pakt Ribbentrop - Mołotow z Rosją. Samo to wskazuje, że ludzie uciekali na wschód. Po co? Na rzeź? Przede wszystkim szli ludzie uczeni, na stanowiskach, którzy bali się. Nawet zwykły urzędnik uciekał za Wisłę. Miał taką nadzieję, że za tą Wisłą, bliżej Rosji, a niestety to były kleszcze, pułapka.

- W takim razie jak ludzie zareagowali na 17 września, kiedy okazało się, że Rosja w której pokładano nadzieję o uzyskanie pomocy (obowiązywał zawarty w latach 30. pakt o nieagresji), zaatakowała Polskę?

Ludzie byli zawiedzeni. Starzy ludzie powiadali "Wyzwoliliśmy się spod carskich więzów, a teraz komunistyczni znowu Nas ogarną. Myśmy uciekali do nich, a oni dzisiaj zagarnęli tamtą połowę?". Takie były pogadanki i rozczarowanie u ludzi. Całe zaufanie zawiodło, cała nadzieja znikła, później mówili tak: "Czyhali by Nas rozebrać, Nasz kraj".

- Z 17 września wiąże się też inne wydarzenie. W nocy Nasz rząd udał się na emigrację do Rumunii, gdzie został internowany. Ucieka prezydent i premier co jest zrozumiałe, ponieważ gdyby zostali aresztowani przez okupanta państwo polskie przestało by istnieć.

Ludzie nie wiedzieli co mają począć, nawet wojsko. Weźmy Hubala. On kwaterował na takiej gajówce gdzieś przy wsi, później Niemcy jak się zwiedzieli to zniszczyli tą gajówkę. Jemu było strasznie przykro i wysłał meldunki do Warszawy o trudnej sytuacji, stamtąd przysłali mu jakąś odpowiedź, że należy zakończyć walkę, a on ponoć odpowiedział tak: "Oni mi będą dyktowali jak ja mam tu postępować? Tam siedząc za biurkiem? Niech tu przyjdą".

- Miałam wspomnieć o Hubalu, ponieważ jest kontrowersyjną postacią. Walczył w partyzantce od jesieni 1939 aż do wiosny 1940 roku ale nie podporządkował się Służbie Zwycięstwu Polski, którą przemianowano w grudniu 1939 roku na Związek Walki Zbrojnej. Dlatego z jednej strony jest postrzegany jako bohater, ponieważ walczył natomiast z drugiej strony nie wykonywał rozkazów.

Kiedy Hubal był zabity i jak go wieźli na wozie drabiniastym, Niemcy obok szli z karabinami i salutowali mu. Mieli szacunek dla niego.

- Czyli ich racja stanu przemawiała za tym by go zabić natomiast uważali, że sama postawa Hubala była godna podziwu?

Tak, tak. Wyczuwali w nim zagrożenie, wroga i musieli to zrobić ale mimo wszystko szacunek był.

- Wracając do rządu na emigracji - jak powiedziałam uciekł prezydent, premier...

Chociaż "uciekł" to chyba złe określenie...Dobre, dobre...

- Ale uciekł też Naczelny Wódz gen. Edward Rydz - Śmigły, który powinien stać na czele wojska, wspierać żołnierzy. Jak odebrano tę decyzję?

To było zaraz komentowane. Biegaliśmy jak to dziewczynki, nieraz do Ożarowa. Pamiętam jednego razu byłyśmy chyba we trzy. Szli Żydzi czwórkami, taki rząd, po dwóch Niemców z obu stron i niosą tam łopaty, jeszcze jakieś narzędzia ale śpiewają tak:"Marszałek Śmigły - Rydz nie nauczył Nas nicprzyszedł Hitler złoty, nauczył Nas roboty!"Nawet w dzieciach było już coś tknięte, że coś było nie tak. Z czasem zrozumiało się, że wszyscy byli może nie zdrajcami ale blisko tego określenia.

- Mówi się, że Polskie Państwo Podziemne (PPP) było wręcz fenomenem. Chyba w żadnym innym kraju nie można było mówić o walce cywilnej na taką skalę. Czy PPP żywo funkcjonowało na ziemiach świętokrzyskich?

Tak, wszędzie. W całej Polsce.

- Czy Ty Babciu może brałaś udział w jakiejś akcji albo byłaś łączniczką?

Nie, nie byłam i nie brałam udziału w żadnych akcjach. Pamiętam tylko jak przyszli partyzanci to był 1943 albo 1944 rok. Było ich 22. Jeśli gdzieś przychodzili kwaterować w danym miejscu zostawali całą dobę. Dopiero później szli dalej. Przyszli do Nas na godzinę dziesiątą wieczorem. To już było jesienią. Pamiętam, taki komendant był... mówię Wam takie chłopisko, taki zbudowany, wysoki. Pasował na tego komendanta, to był człowiek mądry rozsądny. Jak przyszli, on zaraz wystąpił i powiedział, że chcieliby się przenocować bo idą z drogi, są zmęczeni i liczą na pożywienie. Mama powiedziała tak "Nie mamy tu nic specjalnego ale coś jest w domu", "Tak, tak, my nie wymagamy" odpowiedział. Było mleko więc mama zagotowała kawy, chleb był zawsze, a do chleba to jak popadło. Jak się trochę pożywili zapytali się gdzie mogą się przespać ojciec mówi "Jak Pan widzi tu jest ciasno, jest jedno mieszkanie ale stodołę mam dużą tylko ja się boję - niech nie palą papierosów" "Niech się Pan nie boi". Do spania w stodole zgłosiło się kilku, komendant kazał im wszystko zostawić. Każdy w tobołeczku sobie pozostawiał później ojciec mówi tak "Panie Komendancie będę mówił tak jak mówią partyzanci bo nie wiem jak mówić. Ja jutro umówiłem kobiety do kopania ziemniaków więc jak zrobimy? Wiem, że tam gdzie kwaterujecie, a ktoś przyjdzie to zatrzymujecie ich. Jak ich zatrzymacie będzie oko, że tam coś się dzieje." komendant zapytał skąd wiemy, na to ojciec odpowiedział, że wiemy bo tu jest pani Głowacka ona ma telefon i jak tam przyszli partyzanci i jak ktoś przyszedł po wodę, a szło tam pół wsi to zatrzymywali. Dlatego ojciec zapytał bo nie wiedział co ma zrobić, a on powiedział tak "A co by Pan mógł zrobić by powiadomić te kobiety żeby nie przychodziły?". Komendant odpowiedział "Jak Pan powiadomi, to niech tak będzie ale Pana nie puszczę.". Ojciec chciał posłać mnie, a ja mimo wszystko, że byłam młoda wysoka byłam dziewczyna, a on tak popatrzył i mówi "Nie, chyba nikogo nie będziemy wysyłać. Co będzie to będzie.". Ale rano wstał i mówi do ojca tak "A daleko te kobiety mieszkają?", a ojciec mówi "Tak do kilometra gdzieś.". Komendant zgodził się abym to ja poszła powiadomić kobiety aby nie przychodziły. Oczywiście nie mogłam powiedzieć prawdy, miałam przekazać, że ojciec musiał gdzieś pojechać. Więc komendant powiedział do mnie tak "A Ty panienko - tak patrzył na duży zegarek - za piętnaście minut wrócisz w obie strony?", a ja mówię, że chciałabym ale nie wiem czy wrócę i nie będę upewniać. Komendant wyznaczył mi dwadzieścia minut. Poszłam zawiadomić kobiety.

- Babciu, użyłaś sformułowania "partyzanci zatrzymywali". W jakim sensie?

Partyzanci bali się ludzi. Nie byli ich pewni.

- Czyli to wynikało z ich strachu, że zostaną wydani?

Z ich strachu. Wtedy akurat jak wróciłam zgodziły się te minuty, coś przekroczyłam ale, że przyszłam i wszystko było w porządku to był zadowolony i taki jakby pewny siebie. Nie ma co się dziwić, że oni nie byli pewni. Wiedzieli, że trzeba lepiej być ostrożnym. Stąd ta niewiara. Zresztą ojciec dowiedział się, że Niemcy już wiedzą, że u Nas są partyzanci. Słuchamy, a tu już słychać strzały. Niemcy już jadą. Otoczyli dom. Łóżka były poprzestrzeliwane bo bili przez okna. Ale oni [przyp. Partyzanci] byli bardzo dobrze wojskowo wychowani. Najpierw uciekało czterech na piachy, dwóch innych było zabitych na polu, a jeden na drodze leżał ranny. Jeden partyzant z dziewczyną leżeli za dużym ogrodem, też ranni. Po pierwszym starciu partyzanci pochowali się, jak ucichło i któryś mógł to się przedostawał. Pamiętam partyzanta, do dziś ten człowiek mi stoi w oczach jak on ładnie szedł granicą jakby nigdy nic, na ramieniu niósł kapotę i tą miedzą normalnie szedł. Jak on zdołał przebrnąć jak oni już jechali od nowa? Jak się obrócił to Niemiec koło gruszy czekał przyczatowany z karabinem, nachylony nieco był. Partyzant go zastrzelił i dalej sobie szedł... szczęśliwy. Jak upadł ten Niemiec inni to zauważyli i dobiegli do niego, a ten leżał już martwy. Cudownie, naprawdę! Jak to sobie przypomnę to nie mogę się nadziwić jakie było oko u tego człowieka. W ogródku stał komendant, Kosicki się nazywał, to był poznaniak i trzech policjantów z nim i mówi tak "Chłopaki, zbieramy się! - i to tak głośno - Patrzcie jak siwki już z Bodzechowa ciągną.". Siwki czyli Niemcy bo oni mieli mundury w kolorze zielonym ale wpadał w niebieski , dlatego tak ich określali. Poszli tam dalej ale Niemców było już pełno. Otoczyli cały dom. Ten bój każdego dziwił. Jakie Ci ludzie mieli męstwo.

- Babciu, jaka była reakcja Twoich rówieśników na wybuch wojny? Czy byli chętni do walki?

Bardzo byli chętni.

- Babciu, sądzisz, że obecnie wśród młodzieży również panowałaby taka chęć?Trudno to określić ale dawniej wszyscy mieli tę polskość inaczej wpojoną. U każdego chłopaka było coś takiego - bić Szwaba! To było jakby wrodzone. Dawniej byliśmy pewni, że musimy tego dokonać, a dziś...? To była zaciętość i wielki patriotyzm. Dzisiaj mamy rozdarcie Polski. Polacy są podzieleni od stanu wojennego.

- Wojna trwała rok, dwa, trzy... czy Wy młodzi wierzyliście, że przyjdzie Wam żyć w czasie pokoju?

Na początku nie wierzyliśmy w to. Jak jeszcze Ruski wtargnął z drugiej strony... niby była ta nadzieja w sercu ale tylko nadzieja, wiara przycichła. Zawsze ktoś nosił w sercu tę nadzieję, że musi jakoś być, musi być ta Polska.

- W okresie wojny okupanci wydawali gazety, które nazywano gadzinówkami, za posiadanie radioodbiornika groziła śmierć. W jaki sposób docierały do ludności prawdziwe, nie zmanipulowane wiadomości?Prawdziwe informacje przekazywały pisma katolickie. Mój ojciec bardzo lubił czytać i za to ojca szanuję. Zawsze musiał jakąś gazetę mieć. Nie pamiętam nazw tych katolickich pism ale za okupacji pisał jeden z uciekinierów wojskowych, który znajdował się w Anglii. On się skarżył już na tamtych [przy. rząd na emigracji] ale nie widział sensu by wrócić do Polski bo wiedział, że na nich czekają ale nie w dobrej wierze. Czekają żeby Nas umęczyć, wymordować - pisał.

- Babciu, czy tutejsza ludność spotkała się z kolaboracją? W jaki sposób traktowano osoby, które decydowały się na współpracę z okupantem?

Byli i tacy co donosili ale ich było bardzo mało. Dam Ci taki przykład, wiem to ze słów ojca: tutaj w Denkówku był posterunek niemiecki ale pracowali tam i Polacy. Któregoś dnia przyszedł tam mężczyzna do Niemca, odesłano go do jego pokoju i rozmawiali. Jak ten już wyszedł, Niemiec zdenerwowany przyszedł do pokoju gdzie jednym z pracowników był Polak i ten pyta skąd ten nerwy. Niemiec odpowiedział tak: "Bo takiego jak ten co wyszedł to najpierw bym rozstrzelał." a ten współpracownik zapytał dlaczego więc ten mu odpowiedział, że nie lubi szpiclów. Nawet Niemiec, wróg powiedział: "Jak ja nie wiem to mnie nie obchodzi ale jak wiem to muszę działać".

- Babciu, kończąc Naszą rozmowę chciałabym jeszcze zapytać czy młodzi mimo wojny starali się normalnie żyć, spotykać?

Nie mieliśmy kawiarenek i dyskotek. O tym, trzeba było zapomnieć ale takie swoje potańcówki organizowaliśmy. To jest młodość i ma swe prawa, jak w piosence:"Młodość zawsze ma swe prawa, temu nikt nie przeczy,dla Nas tańce i zabawa, dla Nas słońce świeci,tańczmy, tańczmy i śpiewajmy, nie myślmy o biedzie, młodzi, silni z Nas i zdrowi więc Nam nic nie będzie". Pamiętam tego Nas uczył kierownik w szkole. On pochodził z Węgier ale bardzo czysto mówił po Polsku. Był bardzo patriotyczny.

- Dziękuję bardzo za poświęcony czas i pasjonującą rozmowę.

 

Ankieta

Czy Twoim zdaniem, serial przyczynił się przywrócenia pamięci o cichociemnych oraz żołnierzach wyklętych?
 

Z planu serii "Powstanie"

Ostatnie komentarze