Strona główna Świadkowie czasu honoru Stanisław Bagiński - Żołnierz Wyklęty
Stanisław Bagiński - Żołnierz Wyklęty
Wpisany przez Joanna, Warszawa   
sobota, 28 czerwca 2014 08:10

To zdjęcie wykonano w roku 1930 w Krzemieńcu. Przedstawia szczęśliwą rodzinę - młodzi rodzice i ich dwoje dzieci. Najstarszej - pięcioletniej Irenki - nie ma na zdjęciu, w tym czasie przebywała u swoich dziadków. Ojciec - Bronisław Bagiński - w mundurze policjanta, przystojny, uśmiechnięty. Jego żona - Władysława z domu Pruszkowska - elegancko ubrana, trzyma rower, na którym siedzi dwoje małych dzieci. Ten niespełna czteroletni chłopiec z przodu to Stanisław. Za nim siedzi młodsza o dwa lata Jadwiga, przytrzymywana przez ojca. Wszyscy - zapewne zachęceni przez fotografa -wpatrują się w obiektyw. Jeszcze nie wiedzą, że za dziewięć lat zacznie się wojna, która zniszczy ich rodzinę...

 

 

Bronisław ożenił się z Władysławą pomimo sprzeciwu jej rodziców - Władysława miała dwie starsze niezamężne siostry i nie wypadało, aby jako pierwsza wychodziła za mąż. Miłość zwyciężyła, rodzina zamieszkała początkowo z rodzicami Władysławy. Obydwoje pochodzili z niewielkiej osady Jabłonka Kościelna niedaleko Zambrowa na Mazowszu. Gdy urodziło się trzecie dziecko, w domu teściów zrobiło się za ciasno i Bronisław zaczął szukać pracy. Został policjantem na Wołyniu, początkowo w Krzemieńcu, potem w Kowlu. Stopniowo awansował, więcej zarabiał, pracował w kancelarii posterunku policji. Dzieci chodziły do szkoły. Irenka była harcerką i bardzo czekała, aby móc dostać Krzyż Harcerski. Stanisław był bardzo ciekawy świata, trochę niesforny. Irenka i Stanisław bardzo się kochali, byli dobrym rodzeństwem. Starsza siostra mocno przeżywała każdą karę swojego psotnego młodszego brata. Nie doczekała się Krzyża Harcerskiego, bo wybuchła wojna.

Do miasta wkroczyli Sowieci. Jedną z pierwszych decyzji nowej władzy było wypuszczenie więźniów, wśród nich nacjonalistycznych działaczy ukraińskich, którzy zaczęli mścić się na przedstawicielach przedwojennych władz. Uzbrojona gromada przyszła też po Bronisława. "Mużyki" chcieli go zabić na oczach nastoletnich dzieci, ale obronili go sąsiedzi Ukraińcy, z którymi zawsze pozostawał w bardzo dobrych relacjach. Jeden z wojowniczych młodzieńców był synem sąsiadki rodziny Bagińskich. Matka rzuciła mu się na szyję i wołała, aby nie zabijał Bronisława. "Wania, co ty chcesz zrobić?! To taki dobry człowiek!" Bronisław ocalał, ale wkrótce zaczęło mu grozić aresztowanie i wywózka na Syberię. W końcu października 1939 roku rodzina w wielkiej tajemnicy, bez pożegnania ze znajomymi, wyjechała więc do Jabłonki, do rodziny. Dzieciom, szczególnie najstarszej Irence, trudno było przyzwyczaić się do życia na wsi, szczególnie do poczucia wyobcowania z otoczenia i nagłego pogorszenia sytuacji rodziny. W Kowlu byli rodziną szanowanego policjanta, w Jabłonce - rodziną nieposiadającą ziemi, co na wsi oznacza najniższy status.

Bronisław pracował w miejscowej zlewni mleka, został jej kierownikiem. Rodzina nie wiedziała, czy należał do AK, nie rozmawiał o tym z żoną i córkami. Czy rozmawiał z synem - nie wiadomo. Prawdopodobnie należał, ponieważ w domu pojawiały się tajne polskie wydawnictwa. W 1943 roku uprzedził żonę, że partyzanci planują napad na pobliski posterunek żandarmerii. Ta doradziła mu wtedy, aby - gdy wybuchnie zamieszanie - pozostał w domu, tak żeby nikt nie mógł go kojarzyć z napadem. Tak też zrobił. Napad był w nocy, rano przyjechało gestapo i rozpoczęło się śledztwo. Sołtys (albo mówiący po niemiecku nauczyciel - tu relacje nie są zgodne) zapytany o to, czy ktoś w tej wsi zna się na broni i mógł brać udział w napadzie, odpowiedział "Tu wszyscy gospodarze. Jeżeli ktoś, to tylko Bagiński, on był przed wojną policjantem". Niemcy pojechali do zlewni. Bronisław, który pracował od wczesnego rana, był tam już. Najprawdopodobniej ktoś musiał przekazać gestapo więcej informacji, ponieważ w zlewni udali się od razu do przygotowanej przez Bronisława zamaskowanej kryjówki w piwnicy, w której jednak wtedy nic nie było ukryte. Bronisław został aresztowany. Nie miał alibi, nikt nie widział go w gromadzie mężczyzn przyglądających się z daleka strzelaninie w nocy. Najpierw przywieziono go do domu i odbyła się rewizja. Całą rodzinę ustawiono nad dołem przygotowanym do przechowywania ziemniaków przez zimę i zapowiedziano, że w razie znalezienia czegokolwiek podejrzanego, rodzina zostanie rozstrzelana i zakopana w tym dole. W krytym strzechą dachu domu ukryte były nielegalne wydawnictwa, ale Niemcy ich nie znaleźli. Gestapo zabrało Bronisława. Prowadzony, na chwilę obejrzał się i jeszcze raz spojrzał na żonę i córki stojące przed domem. To było ostatnie pożegnanie z rodziną. Razem z nim Niemcy zabrali szesnastoletniego Stanisława.

Po ciężkim śledztwie zwolniony został Stanisław, mocno pobity. Irena wspomina, że na głowie miał pasami powyrywane włosy, twarz była cała w sińcach. Bronisław został wywieziony do obozu w Majdanku. Po trzech miesiącach przyszło oficjalne pismo z powiadomieniem o jego śmierci. Po wojnie Władysławę odwiedził mieszkaniec pobliskiej miejscowości, który w obozie był razem z Bronisławem i dzielił z nim pryczę. Bronisław prosił go w obozie, aby, jeżeli przeżyje, odwiedził jego rodzinę. Irena zapamiętała słowa tego współwięźnia: "Dużo pani nie będę opowiadał, bo pani nie chciałaby tego wiedzieć. Mogę tylko powiedzieć, że nie poznałaby pani swojego męża, tak wiele wycierpiał".

Po aresztowaniu Bronisława jego rodzinę zaczął nachodzić miejscowy konfident gestapo, grożąc im surowymi konsekwencjami, jeżeli nie powiedzą wszystkiego, co wiedzą. W tak małym środowisku informacje rozchodziły się szeroko i najwidoczniej dotarły, gdzie trzeba. Niedługo potem Władysławę odwiedził ktoś i powiedział, że może się już tymi pogróżkami nie przejmować, bo przyjaciele Bronisława z AK odbyli rozmowę z tym konfidentem i ostrzegli go, że jeżeli cokolwiek stanie się rodzinie Bagińskich, on za to zapłaci. I faktycznie pogróżki ustały.

Rodzina borykała się teraz z trudną sytuacją materialną, niespełna rok po aresztowaniu ojca Irenę wywieziono na roboty do Prus. Wróciła wiosną 1945 roku.

Wojna się skończyła, nastała nowa władza. Patriotycznie wychowany Stanisław, już dziewiętnastoletni, wiosną 1945 roku wstąpił do antykomunistycznego Narodowego Zjednoczenia Wojskowego. Z dokumentów, które zachowały się w IPN wiadomo, że był członkiem Pogotowia Akcji Specjalnej w Komendzie Powiatu NZW Łomża. W marcu tego roku dołączył do oddziału por. Zbigniewa Zwańskiego ps. "Noc", przyjmując pseudonim "Piorun". Wraz z tym oddziałem przez ponad trzy lata uczestniczył w licznych akcjach, prowadził walkę o wolność - coraz trudniejszą, coraz bardziej przepojoną poczuciem beznadziejności. Początkowo częściej mógł przebywać w domu, potem tylko odwiedzał rodzinę. Pewnego dnia - musiał to być rok 1947 - odwiedził swoją starszą siostrę Irenę, która miała już wtedy męża i kilkumiesięczną córeczkę Marysię. Irena, która musiała coś załatwić, zostawiła córkę na godzinę - dwie pod opieką brata. Dobry wujek tak bardzo bał się, aby siostrzenicy nic się nie stało pod jego opieką, że cały ten czas spędził otaczając siedzące dziecko ramionami, żeby chociaż nie upadło. Gdyby przeżył, gdyby miał własną rodzinę, byłby pewnie troskliwym ojcem...

Z czasem wizyty Stanisława w domu stawały się coraz bardziej niebezpieczne. Ktoś z sąsiadów informował o nich UB. Po jednej z nich UB przyjechało i dopytywało o Stanisława tuż po jego odejściu. Przeprowadzano rewizje. Zdarzało się, że ktoś czatował przez całą noc w krzakach pod oknem, rano znajdowano tam ślady butów. Rosło poczucie zagrożenia. Stanisław, który dobrze pamiętał śledztwo na gestapo, powtarzał zawsze rodzinie, że "żywego go nie wezmą".

Po amnestii 1947 roku położenie Żołnierzy Niezłomnych stało się bardzo trudne. Było ich coraz mniej, nowa władza czuła się coraz pewniej. Propaganda przedstawiająca ich jako "zaplutych karłów reakcji" była wszechobecna. Stawką walki stawało się przeżycie.

Latem 1948 roku Stanisław odłączył się od oddziału "Nocy" (na skutek decyzji dowództwa) i wraz z dwoma kolegami - Janem Grabowskim ps. "Wolny" i Aleksandrem Mrozowskim ps. "Stach" utworzyli samodzielną grupę pod dowództwem "Stacha". Teraz było ich już tylko trzech, ściganych, kryjących się w lasach w okolicy Zambrowa.

17 grudnia 1948 roku padał śnieg. Stach z przyjaciółmi przebywali w leśnym bunkrze w pobliżu stacji PKP Czarnowo-Undy. Byli zziębnięci i głodni. Uznali, że mogą bezpiecznie wybrać się do wsi po jedzenie, że padający śnieg zasypie ich ślady. Tymczasem śnieg przestał padać. Patrol UB natknął się w lesie na ich ślady, które prowadziły do kryjówki. W raporcie zapisano, że operację przeprowadzono "na podstawie oficjalnych meldunków ludności". Nie wiadomo więc ostatecznie, czy zdradziły ich ślady na śniegu czy ludzie. Bunkier został otoczony. W trakcie walki Stanisław rzucił granat, który odbił się od gałęzi drzewa nad bunkrem i spadł z powrotem na nich. Stanisław i "Stach" zginęli na miejscu. "Wolny" został aresztowany. Poszarpane odłamkami granatu zwłoki leżały przez trzy dni na podwórzu komendy MO w Zambrowie. W IPN zachowało się ich zdjęcie - jedyne zachowane zdjęcie dorosłego Stanisława... Pochowano go w nieznanym miejscu, prawdopodobnie w Zambrowie.

Ta "Łączka" dopiero czeka na odkrycie. Marzeniem rodziny jest, aby jego szczątki mogły spocząć w rodzinnym grobie, aby mogła towarzyszyć im modlitwa bliskich, kwiaty, znicze.

Życie dopisało jeszcze do tej historii ciekawy epilog. Trzydzieści lat później Grzegorz, mąż Marii, córki Ireny - tej samej Marysi, którą dobry wujek tak troskliwie się opiekował - przebywał w szpitalu w Białymstoku. Na sali leżał pewien starszy mężczyzna, który był traktowany z wyraźnym respektem - innych karmiono serkiem, on dostawał szynkę itd. Ważniak zanudzał sąsiadów z sali wspomnieniami o swoich bohaterskich wyczynach z młodości, między innymi szeroko opowiadał o "rozbiciu bandy tego bandyty Bagińskiego ps. 'Piorun', Mrozowskiego i Grabowskiego w lasach koło Zambrowa". Grzegorz wykazał zainteresowanie, zachęcając ubeka do opowiedzenia wszystkich szczegółów, potem dyskretnie zapisał je na kartce. Poznane dzięki oprawcy dane, m.in. pseudonim, którego rodzina wcześniej nie znała, umożliwiły zwrócenie się po wielu latach do IPN z prośbą o znalezienie informacji na temat Stanisława.

Jedyną jego "winą" było to, że chciał być wolny w wolnej Polsce...

 

Ankieta

Czy Twoim zdaniem, serial przyczynił się przywrócenia pamięci o cichociemnych oraz żołnierzach wyklętych?
 

Z planu serii "Powstanie"

Ostatnie komentarze