Strona główna Nasze opowiadania
Dzień z Powstania
Wpisany przez Paulina, Włocławek   
piątek, 30 sierpnia 2013 21:37

Dzień z Powstania

Coraz bliżej. Coraz głośniej. Coraz bardziej się boję. Słyszę wybuchy bomb. Jednak to, co widzę jest jeszcze gorsze. Trupy, zawalone budynki, trupy, zawalone budynki i tak wszędzie, gdzie bym się nie rozejrzała. W powietrzu czuć woń krwi i wszechogarniający strach. Mordowałam konfidentów, na moich oczach nie raz zabijano człowieka, więc wiem jak wygląda śmierć. Nie wiem natomiast, co dzieje się z Władkiem. Widziałam go tylko w pierwszym dniu Powstania, później się rozstaliśmy. Co gorsze, żaden z powstańców także go nie widział. Martwię się, że zginął. Nie mogę dopuszczać do siebie takich myśli. Jeśli się załamię, będę zbyt łatwa do wyeliminowania.

- Jeśli nie dziś, nie jutro, to w najbliższym czasie zobaczysz Władka! Na pewno czeka by cię zobaczyć!  - mówię sobie głęboko w myślach.

- Dam radę. Muszę - w kółko powtarzam to sobie na głos, by dodać sobie siły i odwagi.

- Na 3,2,1?pal! - słyszę komendę i widzę jak kolejna bomba trafia w Niemców. Przeszywa ciała i widzę, że na pewno są martwi.

- Na trójkącie atak! - krzyczy do mnie jeden z powstańców. Ma na imię Julek, na oko mierzy ze 160 cm, ma 15 lat.

- Przyjęłam - odpowiadam.

Na trójkącie atak to nasze określenie działania, które polega na tym, że Julek na hasło : trójka, biegnie ze mną do pewnej uliczki, podaje mi garść granatów. Biegnę dalej ok.10 metrów, on osłania tyły i patrzy czy nie czai się wróg, wykonuję rzut i uciekam z powrotem. Dziś znowu przystąpimy do tej akcji . Traahhh! Siła wybuchu przeszywa moje ciało, tracę kontrolę nad umysłem i tym, co się dzieje. Jestem kompletnie zdezorientowana, czuję na swojej szyi krople krwi. Dotykam dłonią prawego ucha i także widzę na niej krew. Leże pod ścianą jakiegoś budynku. Nie poznaję tego miejsca. Po chwili stwierdzam, że z moją nogą też nie jest dobrze. Dostrzegam bardzo poważne uszkodzenie na wysokości uda. Piekielnie boli. Wydaje mi się, że tracę zmysły. Leżę bez ruchu, gdy po chwili próbuję wstać, nie słyszę kompletnie nic na prawe ucho. Mam nadzieję, że to chwilowe , ale na to nie wygląda. Dźwigam się na obolałych nogach. Mam wrażenie, że ważą ze 100 kg.  Jestem pewna, ze to Niemcy są sprawcami eksplozji. Gdy miarowo stoję, rozglądam się dookoła. Idę w prawo. Po przejściu jakichś 100 m dochodzę do miejsca, gdzie bomba wybuchła. W oddali widzę trzy osoby, wiem też, że są one martwe. Wodzę wzrokiem to w jedną, to w drugą stronę. Gdzie oni wszyscy są? Czy ta bomba zabiła wszystkich?  Nie poddaję się, szukam dalej, choć noga daje o sobie znać. Przez ucho mam także ograniczoną zdolność słuchu. Mijam parę osób, dotykam ich klatek piersiowych, sprawdzam czy oddychają, jak ciężkie są obrażenia. Znalazłam już sześć osób. Żadna z nich nie przeżyła. Ból mnie przerasta, strach przed kolejnym wybuchem przeszywa moje ciało. Skręcam w lewo, rozglądam się uważnie. W oddali dostrzegam leżącego na ziemi Julka. W miarę możliwości biegnę ku niemu. Jego stan jest krytyczny. Obrażenia są na tyle poważne, że wiem już, że nie zdołam utrzymać go przy życiu. Podchodzę bliżej i siadam obok niego:

- Julek! Julek! Słyszysz mnie?- cicho mówię do niego.

- Ruda? Jak dobrze, że żyjesz. Myślałem, że wszyscy zginęli - mówi chrapliwym głosem.

- Bo to prawda. Tylko ja i ty przeżyliśmy, chyba, że kogoś nie widziałam ? Julek próbuje podnieść rękę, łapię go za nią i trzymam rozcierając ją o moje dłonie.

- Powiedz mojej mamie, że  bardzo ją kocham. Jeśli przeżyjesz tę wojnę, spraw by inne pokolenie nie zapomniało o mnie i innych powstańcach. O tym , kim byliśmy. Jesteś wspaniała, dziękuję, że mi pomogłaś ... - przerwał, a jego powieki zamknęły się na zawsze. Uśmiech 15- letniego chłopca zniknął. Kolejna osoba stała się ofiarą. To jeszcze dziecko ...

Całuję go w czoło, rysuję palcem znak krzyża i we łzach odchodzę. Gdzie idę? Nie wiem. Idę przed siebie. Idę walczyć z powstańcami o wolność.

 
Godzina "W"
Wpisany przez Paulina, Włocławek   
czwartek, 29 sierpnia 2013 21:07

Godzina "W"

Jadę tramwajem. Obserwuję okolice. W tle od razu dostrzegam przygotowania do obchodów 69.rocznicy Powstania Warszawskiego. 1 sierpnia. Zryw. Marzenie o wolność. Już w pół do piątej. Gołym okiem widać chodzących po mieście harcerzy, wolontariuszy, ludzi ze znakami Polski Walczącej. Wpatrzona i zamyślona nadal siedzę w bardzo zatłoczonym tramwaju. Odliczam przystanki, by wiedzieć, czy wysiadam w dobrym miejscu. Gdy doliczam do pięciu, wzdycham głęboko i wysiadam. Idę przesiąść się do kolejnego tramwaju. Już coraz bliżej siedemnastej. Zostało zaledwie piętnaście minut. Widzę coraz więcej ludzi. Są wszędzie - na ławkach, w parkach, chodnikach, trawnikach, drogach. Gdy ponownie wysiadam, zostaje pięć minut do siedemnastej. Zaledwie pięć minut. Jak ja czułabym się, żyjąc w tamtych czasach ze świadomością tego, że lada moment rozpocznie się Powstanie? Jakie uczucia by mi towarzyszyły? Raptownie spoglądam na zegarek. Cztery. Mam ciarki na plecach. Idę wzdłuż jakiejś ulicy, wiem tyle, że jestem niedaleko Parku Praskiego. 4,3,2,1...

Ryyyyyy! Słychać przeraźliwe syreny. Ryyyyyyyyy! Coraz głośniej. Warszawa stanęła. Wygląda jakby ktoś zatrzymał czas. Ludzie, na co dzień zabiegani stają jak wryci, wyprostowani, ze spuszczonymi głowami. Samochody, skutery, autobusy, tramwaje zatrzymują się od razu. Nikt się nie rusza, nikt nic nie mówi. Nie trzeba opisywać tego, co każdy z Nas czuje w tym momencie. Stoję i próbuję powstrzymać się od płaczu. Nie mogę. Nie. Czuję jak łzy spływają po moich policzkach. W połowie minuty ciszy nie mogę przestać płakać. Stoję wyprostowana, ze łzami w oczach. Mija mnie jakiś mężczyzna, idzie i wymachuje rękoma, nie czci minuty ciszy. Ogarnia mnie złość. Czy nie może przez minutę ustać w spokoju i oddać hołd umarłym? To naprawdę takie trudne? Może nie jest zwolennikiem Powstania, jednak powinien uszanować pamięć o zmarłych.  Spuszczam wzrok i ponownie czuję spływające po policzkach łzy. Przed oczyma mam widok Powstania, jakbym na chwilę cofnęła się w tamten dzień. W swojej głowie widzę tłum powstańców, słyszę odgłos syren. W rzeczywistości już syreny przestały wyć. Wszyscy wrócili do swoich normalnych obowiązków. Z zapuchniętymi oczami idę w stronę następnej ulicy. Mijam parę młodych ludzi. Widzę, że dziewczyna cała drży, po policzkach nadal płyną jej ostre smużki łez . Patrzę na nią, a ona na mnie. Nie musiała nic mówić, gdy mnie mijała. W pełni ją rozumiałam. W pełni wiedziałam, co czuje. Każdy może mieć swoje zdanie na temat tego czy Powstanie było potrzebne, ale wszyscy wiemy jedno , jak w tekście piosenki - były to "63 dni chwały, nie przeliczając strat".

 
<< pierwsza < poprzednia 21 22 23 24 25 26 27 następna > ostatnia >>

Strona 21 z 27

Czas Honoru Czas Honoru

Ankieta

Czy Twoim zdaniem, serial przyczynił się przywrócenia pamięci o cichociemnych oraz żołnierzach wyklętych?
 

Z planu serii "Powstanie"

Wyszukaj na stronie

Ostatnie komentarze