Strona główna Nasze opowiadania
Niebezpieczny pocałunek
Wpisany przez Emanuela, Poznań   
niedziela, 23 listopada 2014 11:17

Poniższe opowiadanie jest kontynuacją opowiadania "Młodzieniec"


 

- Muszę przestać - powiedziała Wiktoria Rudnicka.

Oczywiście w konspiracji nikt nie znał swoich prawdziwych imion i nazwisk. Dla Ernesta była po prostu Rudą. Ruda wątpiła w to aby Ernet było prawdziwym imieniem chłopaka, który razem z nią znajdował się na tym cholernym cmentarzu. Tak się jej przedstawił więc teraz powiedziała gorąco i błagalnie:

- Ernest, ja muszę zwolnić tempo. To mnie wykańcza. Ja wiem, że...

- Cicho! - krzyknął Ernest - Tutaj nie będziemy o niczym rozmawiać.

Ruda prychnęła. Na cmentarzu nie było nikogo Nikt nie mógł ich więc podsłuchać. Tylko wariaci wybierają takie miejsca spotkań.

- Ernest - powiedziała głośno i wyraźnie, patrząc mu w oczy.

- Ruda - złapał ja za rękę, której, ku jego wielkiej radości, nie schowała za plecami. - Przysięgałaś.

Dziewczyna puściła jego dłoń i nic już więcej nie powiedziała. Chciała odejść, ale Ernest znowu wymówił jej imię. Tak jak ostatnio kiedy dała mu do zrozumienia, że nie myśli o nim na serio. Bo rzeczywiście tak było. Miała narzeczonego. Ciekawa co chłopak ma jej do powiedzenia, odwróciła się i zapytała:

- Tak? Co chcesz mi powiedzieć, Ernest?

- Chciałabym abyś wiedziała, że... - przełknął ślinę i zaczął od początku jakby wypowiedzenie tych dwóch słów kosztowało go więcej niż wskazówki kogo dziewczyna ma tym razem zabić. - Chciałabym abyś wiedziała, że... - powtórzył.

- Ja już wiem - powiedziała Ruda - Myślisz, że słowa są potrzebne? Widzę jak na mnie patrzysz. To się wie, Ernest. Wydaje ci się, że jesteś we mnie zakochany. To tylko zauroczenie. Nic do mnie nie czujesz.

Ernest zbliżył się do dziewczyny i , patrząc jej w oczy, powiedział:

- Ruda... Ja szaleję za tobą! Jesteś dla mnie wszystkim. Kocham cię jak wariat. Jesteś taka piękna... - pogłaskał ja palcem po policzku, a ona zamknęła na chwilę oczy.

- Ernest - roześmiała się - Znajdujemy się na cmentarzu. Jesteś wariatem, wiesz?

- Nie da się ukryć - powiedział chłopak.

Przez chwilę jeszcze było słychać śmiech dziewczyny, a potem oboje zamilkli. Zapadła cisza. Żadne z nich już nic więcej nie powiedziało, bo słowa im już nie wystarczały. Ernest całował ją namiętnie, a ona dała się ponieść słodkiemu zapomnieniu.Oddawała mu pocałunki, nie myśląc w tej chwili o tym, że jest zaręczona. To było coś cudownego. Wokół wciąż wojna, a świat krzyczał z bólu, a oni odkryli jakąś niesamowitą siłę, która ich do siebie przyciągnęła. Siłę, która pozwalała im wstać rano z łóżka i zacząć nowy dzień. Żadne z tej pary nie zdawało sobie sprawy jaką ogromną siłą w tej chwili dysponują. Oboje byli w tej chwili oszołomieni tym co się właśnie stało. Ośmielony pocałunkiem Ernest, położył palec na jej słodkich, kuszących, jak czereśnie, ustach, które chciałby ciągle zrywać.

- Kocham cię - powiedział Ernest, patrząc w jej piękne oczy.

Nareszcie mógł wypowiedzieć te dwa niezwykłe słowa i poczuł radość, że to właśnie on może całować tę dziewczynę o anielskiej urodzie. Czy zasługuje na jej dobroć i miłość i czy ona odwzajemni jego uczucia? Ruda złapała Ernesta za rękę, którą jej podał, ale zaraz potem uwolniła ją z jego dłoni. To była prawa ręka, na której nosiła pierścionek zaręczynowy od Władka. Nagle stanęła jej przed oczami scena, w której Władek jej się oświadczył.

- Wiem, że jest wojna i powiesz, że to nie czas na takie rzeczy - powiedział wtedy, a ona mu przerwała.

- Władek, ja nic takiego nie powiem.

Uśmiechnął się do niej nieśmiało, jak to miał w zwyczaju, i wsunął jej zaręczynowy pierścionek na palec. Potem dostał rozkaz, który musiał wykonać. Oni byli wszyscy cudowni i waleczni. Dla kraju zrobiliby dosłownie wszystko. Tylko dlaczego, kiedy wybierali pomiędzy honorem, a miłością, wybierali zawsze honor? Odważni i niezniszczalni cichociemni. Nie zobaczyła już więcej narzeczonego. Przez dwa długie lata. Nie było dnia aby o nim nie myślała. On jednak nie wracał, a ona wyrywała tylko kolejne kartki z kalendarza. Czy nie miała prawa zakochać się po raz drugi? Ernest nie był jej obojętny chociaż starała się ukryć to co do niego czuła. "Nie - zadźwięczał w jej głowie jakiś głos - On nie miał wyboru. I na pewno myśli o mnie w tej chwili. Czy warto niszczyć to wszystko przez jeden głupi pocałunek?"

- Ernest, ja przepraszam, ale nie mogę - szepnęła, nie patrząc mu w oczy.

Wyrwała mu się i pobiegła przed siebie, nie oglądając się na załamanego chłopaka.

 

***

 

Władek był szczęśliwy. Cieszył się jak dziecko. Wrócił do kraju po 2 latach nieobecności. Był w Warszawie. Swojej ukochanej stolicy. Guzik, jego młodszy brat, też nie przestawał się śmiać, jak głupek, rozglądając się po mieście. W końcu mógł walnąć swojego braciszka w plecy i odnaleźć Rudą oraz chłopaków.Walnął tak mocno, że Michał pragnął mu natychmiast oddać, ale ten uciekł, rechocąc jak wariat. Najpierw zjawił się tam gzie mieszkała jego ukochana. Czekał pod drzwiami chyba z godzinę,a le Rudej nie było w mieszkaniu. Wycofał się więc i ,zaniepokojony, postanowił odwiedzić chłopaków. Bronek i Janek, z którymi nie widział się od 2 lat, walnęli go po przyjacielsku w plecy jeszcze mocniej niż on sam Guzika,ale ( w przeciwieństwie do młodszego brata) zniósł to mężnie jak na mężczyznę przystało.

- Gdzie Ruda? - pierwszy odezwał się Władek.

- Gdzie Ruda, gdzie Ruda - przedrzeźniał go Janek - Nie widzi kolegów od 2 lat, a jego pierwsze słowa brzmią " Gdzie jest moja kobitka?"

- Co ta miłość robi z człowiekiem - westchnął teatralnie Bronek.

- Nie róbcie sobie jaj, panowie - poprosił Władek - Gdzie Ruda?

- Chyba nie dasz nam spokoju jak nie powiemy ci gdzie jest twoja piękna panna - powiedział Janek - A gdzie ma być jak nie u siebie w mieszkaniu? - dodał po chwili, już całkiem poważnie, ale i tak nie rozwiał wszystkich wątpliwości przyjaciela.

Bronek wyczuł, że trzeba zmienić temat.

- A gdzie Guzik? - zapytał.

- U tej swojej laluni? - zarechotał Janek.

Władek kiwnął tylko głową. Nie był w nastroju do żartów.

- Jak ona miała na imię? - żartował dalej Janek - Ania? Hania? Aha. Już wiem. Celestyna.

- Celina, baranie - powiedział Bronek i wszyscy trzej zarechotali.

- Co tak wam wesoło, panowie?

Władek prawdopodobnie nie zamknął drzwi na klucz więc Krawiec, ich dowódca, wszedł do ich mieszkania bez problemu.

- Rozmawiamy o dziewczynie Guzika - Władek podszedł do Krawca, a ten uścisnął mu doń.

- A co, jest tylko jedna? - zapytał ich dowódca, wzbudzając ogólną wesołość.

Kiedy panowie już się uspokoili, Krawiec, korzystając z tego, że widzi ich prawie w komplecie, powiedział:

- Panowie, nowe zadania czekają.

Jeszcze kilka lat temu cala trójka ucieszyłaby się, słysząc te słowa,a le radość i beztroska młodzieńców ulotniła się bezpowrotnie. Musieli zapomnieć o damach swoich serc i o rodzinach i skupić się na walce. Krawiec zwrócił się najpierw do Janka:

- Janek, razem z Ernestem poszukasz dokumentów w domu Niemca, którego załatwi likwidatorka. Ruda da wam sygnał, a wy wchodzicie.

Bronek i Janek rzucili szybkie spojrzenia na przerażonego Władka.

- Ruda? - zdołał tylko wykrztusić - Co ma z tym wspólnego Ruda?

Krawiec rzucił mu zdziwione spojrzenie.

- Jest likwidatorką - powiedział sucho.

- Co? - wyglądał tak jakby zaraz miał pobić sowich przyjaciół - Moja narzeczona została dziwką, a wy jej na to pozwalacie?! I to maja być przyjaciele?!

Janek i Bronek wyglądali tak jakby chcieli zniknąć i bardzo żałowali, że nie mają peleryny niewidki, pod którą mogliby się ukryć.

Nie sądzili, ze ta wiadomość tak szybko ujrzy światło dzienne.

- Przepraszam - zwrócił się do krawca - Poniosło mnie.

Ale Krawiec nie miał srogiej miny.

- Co do ciebie Bronek - zaczął jakby cała ta sytuacja nie miała miejsca.

- Chcę iść na akcję - przerwał mu Władek.

Wszyscy mężczyźni obecni w pokoju spojrzeli na Władka, który w zaskakująco szybkim czasie odzyskał panowanie nad sobą. Między innymi tego uczyła się cała czwórka na szkoleniu w Anglii. Emocje to największy wróg.

- Przydam się - powiedział Władek.

- No dobrze - rzekł Krawiec z wahaniem w głosie, a narzeczony Rudej odetchnął z ulgą.

 
Prośba Halszki.
Wpisany przez Emanuela, Poznań   
niedziela, 23 listopada 2014 11:09

Rak. Śmieszne. Wokół powstanie i odgłosy walki. Piekielne odgłosy nieubłaganej, bliskiej porażki. Halszka miała jednak umrzeć w zwykły, naturalny sposób. O tym, że jest chora dowiedziała się kilka miesięcy temu. Nie mogła w to uwierzyć. Była zawsze pełna życia i energii. Nie chciała umierać. Chciała żyć. Nie mogła jednak pokonać takiego przeciwnika jakim była ta śmiertelna, straszna choroba. Lekarz powiedział, że rak zbytnio się rozwinął jest w zaawansowanym stadium aby można było temu przeciwdziałać. Postawił diagnozę, która brzmiała jak wyrok. Zostało jej tylko kilka miesięcy życia. Nie wiedział dokładnie ile. Może 4 a może 5. Trudno powiedzieć. I na zakończenie dodał, ze jest mu przykro,a potem tak po prostu odszedł. Halszka nie miała jednak do niego o to żalu. Powinien zająć się innymi chorymi, którzy tego potrzebowali. Ona była nieuleczalnie chora. Trędowata. Postanowiła jednak nie użalać się nad sobą. Chodziła na tańce, uśmiechała się i nie rozstawała się ze sowimi dziewczęcymi marzeniami mimo tego, że wciąż trwała wojna. Postanowiła zrobić coś na zakończenie dla kraju i kiedy wybuchło powstanie nie uciekła ze stolicy tylko została na miejscu. I tak zaczęła się jej współpraca z Michałem. Wkrótce zakochała się w jego uśmiechu, głosie... Zasypiała z uśmiechem na twarzy, myśląc bez przerwy o nim. Nie przeszkadzało jej to, ze on wciąż myśli tylko o tamtej dziewczynie, która zniknęła bez śladu w czasie powstania.Prawdopodobnie już nie żyła. Michał o niej zapomni. Czas leczy rany. Odkąd go zobaczyła nosiła sukienki zamiast tych swoich odwiecznych spodni, a usta malowała czerwoną szminką mniej więcej co pół godziny. Podziałało. Michał zaczął odtąd dostrzegać jej obecność i, wiedziała to na pewno, nie byłą mu zupełnie obojętna. Konarski wciąż jednak opierał się pokusie i wdziękom Halszki. Coś jednak w nim pękło kiedy Celina, bo tak miała na imię zaginiona dziewczyna, nie żyje. Przyszła właśnie do jego pokoju. Stanęła przed nim, odziana w ręcznik, z mokrymi włosami. Właśnie wzięła kąpiel. Uśmiechnęła się do niego niepewnie. Ich spojrzenia się spotkały. Oboje pragnęli w tej chwili tego samego. Całował ja namiętnie... Zerwał z niej żółty ręcznik, którym się otuliła po wyjściu spod prysznica... Nigdy nie zapomniała tego jak się wtedy czuła kiedy otworzyła oczy i położyła swoja głowę na jego piersi, a on bawił się dłuższy czas jej włosami. To było poczucie bezpieczeństwa i miłość. Bała się zrobić to co zamierzała, ale musiała tak postąpić. Nie było innego wyjścia. Już dawno zabrała pistolet Michałowi i obracał w swoich kruchych, delikatnych palcach tą śmiertelną broń. Nie bała się śmierci. Teraz kiedy była już tak blisko i trwała w zawieszeniu między ziemią, a "drugą stroną" zdecydowała, że lepiej umrzeć w szybki, prawdopodobnie bezbolesny sposób niż odliczać dni, które jej pozostały, myśląc ze strachem, że Michał nie odejdzie razem z nią. Serce biło bardzo szybko jakby przeczuwało co się zaraz stanie. Halszka ścisnęła w lewej dłoni kopertę, w której był list do Michała, a prawą ręką przyłożyła sobie zimny pistolet do głowy. Pomyślała tylko o Michale i uśmiechnęła się, a potem pociągnęła za spust. Już nie oddychała. 

*** 

Michał czytał po raz setny list od Halszki,a jej ostatnie słowa powracały do niego i oddalały się jak echo. 
"Kocham cię - pisała Halszka - I dlatego ci nie mówiłam, ale mam raka. To i tak by się stało. Umarłabym. Pamiętaj, że zawsze będę blisko ciebie. Czułam, że chwile, które spędziłam z tobą, były niezwykłe. Jakbym wykradła je z czyjegoś życia. Wciąż noszę je w sercu. Mam ciebie w moim sercu, a ty mnie w twoim więc dlatego nic nas nigdy nie rozdzieli. Umieram, myśląc o tobie, ale to tylko sen. Kiedy otworzę oczy ty będziesz obok mnie. Jestem tego pewna. Celina jest miłością twojego życia. Odnajdziesz ja, a ona ciebie. Bądźcie szczęśliwi. Halszka. 

Nie mógł tego zrozumieć. Kochał ja jak wariat, a ona odeszła. Już nigdy nie będzie mógł jej zapewnić, że ją kocha. Celina była dla niego wszystkim, ale ona umarła. Zostawiła go samego, a Halszka była jego ukojeniem po ogromnej stracie, bólu, smutku i żalu, które go ogarnęły...Zgniótł kartkę i podszedł do okna. Wyrzucił ją. Zanim spadła tańczyła przez chwilę z wiatrem jak jesienny liść. I tak znał te słowa na pamięć. Zapisał je sobie w swoim sercu. 

*** 

Kilka dni później odwiedziła go Zosia. Była jakaś rozgorączkowana i strasznie podniecona. Wbiegła do pokoju bez pukania i zawołała: 
- Sanitariuszki zajmują się pewną dziewczyną! 
Jej twarz promieniowała rozpierającym ją szczęściem. 
- Jaką dziewczyną? - zapytał Michał oszołomiony tym jej nagłym wtargnięciem do pokoju. 
- Mówi, że... nazywa się Celina Dłużewska. Paczka papierosów wypadła Michałowi z rąk, a on nawet nie schylił się aby ją podnieść. 
- Co ty mówisz... Jak... Gdzie ona jest... - wyrzucał z siebie urywane słowa. 
- Zaprowadzę cię do niej... Chodź... - powiedziała cicho i delikatnie Zosia,a szczęśliwy i wzruszony Michał pobiegł za dzielną Zosią. Kiedy dotarł na miejsce powitały go powitalne okrzyki powstańców. Było tutaj mnóstwo jego przyjaciół, ale on nie zauważył nawet swojego rodzonego brata, który zwrócił się do niego tymi słowami: 
- Guzik, do cholery jasnej ty... 
Odsunął go niecierpliwie i podążał dalej za Zosią. 
- Gdzie ona leży? Co się z nią stało? - zapytał roztrzęsiony. 
- Już chyba poczuła się lepiej, bo wstała. Stoi tam. Spójrz. 
I pokazała palcem, wskazując miejsce gdzie stała roześmiana, młoda, piękna dziewczyna. Miała na sobie tę cudowną, śliczną, żółtą sukienkę w kwiatki, którą tak dobrze pamiętał. Z Guzikiem stało się coś dziwnego. Chciał biec, ale szedł powoli w stronę tej niezwykłej dziewczyny. Chciał wykrzyczeć całemu światu swoją radość, ale milczał. Serce biło u tak mocno jakby zaraz miało się wyrwać z piersi. W końcu znalazł się zupełnie blisko tej kobiety, która była damą jego serca. Celina płakała ze szczęścia. On też miał mokre oczy. Mogli do siebie przylgnąć. Zanurzył rękę w jej włosach, dotknął naszyjnika na jej szyi, który dał jej tego pamiętnego dnia nad jeziorem, zanim rozpoczęło się powstanie, a potem złożył na jej ustach gorący, namiętny pocałunek. Bo bez niej świat nie istniał. Ona była cząstką jego samego. Ludzie klaskali, patrząc na tę całującą się namiętnie parę, ale Michał tego nie słyszał. Istniała tylko ona.

 
<< pierwsza < poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 następna > ostatnia >>

Strona 2 z 27

Czas Honoru Czas Honoru

Ankieta

Czy Twoim zdaniem, serial przyczynił się przywrócenia pamięci o cichociemnych oraz żołnierzach wyklętych?
 

Z planu serii "Powstanie"

Wyszukaj na stronie

Ostatnie komentarze