Strona główna Nasze opowiadania
Gdzie jest mój tatuś?
Wpisany przez Karolina, Tarnobrzeg   
środa, 30 kwietnia 2014 18:48

Lena jak każdego dnia po pracy przyszła Jasia odebrać z przedszkola. Zauważyła że Jasio jest zupełnie inny niż zwykle. Zawsze z uśmiechem opowiadał o tym z kim się bawił, co robił w przedszkolu. Tego dnia, miał głowę spuszczoną i nic nie mówił.

- Dlaczego jesteś taki smutny - powiedziała Lena

- Bo dzisiaj mieliśmy temat o rodzinie - powiedział z łezkami w oczach

- Przecież to ciekawy temat.

- Nie!

- Dlaczego?

- To może ty mi mamusiu powiesz gdzie pracuje mój tatuś, co robi i gdzie w ogóle jest!

Lena poczuła jak po policzku spłynęła jej łza, nie spodziewała się że tak szybko będzie musiała podjąć temat śmierci jego taty. Na ale cóż zrobić, Lena zagryzła wargi, przełknęła ślinę i powiedziała:

- Twój tatuś jest w niebie- wskazała palcem na bezchmurne niebo

- Pani katechetka nam mówiła że dobrzy ludzie idą do nieba a źli do piekła

- A twój tatuś był bardzo dobrym człowiekiem! Kiedyś będziesz z niego dumny!

- Mamusiu a.. to znaczy że on już u-m-a-r-ł

Lena ze smutkiem odpowiedziała:

- Tak ale on jest w niebie i tam na pewno nam pomaga. Jak będziesz starszy będziesz czuł jego pomoc na pewno.

Na twarzy chłopca pojawił się uśmiech.

- Czyli on tam jest i mi stamtąd pomaga?

- Tak...

- Dziwne.

Tak. Jasiu dla mnie też. Kiedyś ci opowiem jak to było ....

-Czyli mam mówić że jest w niebie?

- Tak moje dziecko. Jesteś bardzo do niego podobny.

Po tej rozmowie Jaś już był tak samo jak kiedyś wesołym Jasiem.

 
Co mnie zmieniło? (cz.II) - retrospekcja: kiedy Krawiec poznał Halkę
Wpisany przez Karolina, Lublin   
poniedziałek, 28 kwietnia 2014 15:15

Drugą część opowiadania chciałabym zadedykować Marlenie. :) Dziękuję za wsparcie i dobre słowo.
Mam nadzieję, że Wam się spodoba.


Było upalne, czerwcowe południe. Warszawa, 1934 roku. Halka wzięła tego dnia wolne, Tomasz skończył pracę wcześniej. Ona - z kilkoma wypchanymi zakupami torbami - ostrożnie stawia każdy krok na tramwajowym stopniu. On - sekundy przed odjazdem wskakuje do wnętrza tramwaju, wpadając na szczupłą dziewczynę. Zaskoczona i poirytowana, z zawziętą miną odwraca się, przekonana, że krzyknie za moment na jakiegoś małolata.
- Zegarek niech ci matka kupi, żebyś się na następny tramwaj nie spóź... - jej oczom ukazał się jednak dorosły i postawny mężczyzna, zaskoczony kierowanym do niego wyrzutem. Oboje, po chwilowym szoku, w jednym momencie, pośpiesznie i z pokorą wykrztusili z siebie:
- Ja... Przepraszam. Naprawdę, to nie... Nie, nie.

Halka kątem oka spostrzegła tabliczkę z nazwą ulicy, na której musiała wysiąść. Spojrzała na niego i zdezorientowana - chociaż sama nie wiedziała dlaczego powiedziała:
- Jeszcze raz przepraszam. Ja już tutaj. Wysiadam - tutaj.
Niezgrabnie przeciskając się między podróżnymi, opuściła tramwaj. Tomasz zaintrygowany drobną panienką po chwili namysłu wyskoczył z tramwaju.

Po niedawnym przekomarzaniu z kolegami, którzy mówili, że to "już najwyższy Tomaszku czas, byś się w końcu ożenił lub zaręczył chociaż!?" postanowił wykorzystać okazję i wypatrzeć dla siebie jakąś kobietę.
Nigdy nie był "zbyt obrotny" - jak mawiał jego ojciec - w tych sprawach, toteż pierwsze próby zalotów kończyły się niesłychanym fiaskiem. Irytowały go próby swatek z przeróżnymi "damami". Ani on im, ani one jemu do gustu raczej nie przypadały. Ta, na którą wpadł w tramwaju była inna. Skromna. Taka drobna. W sam raz - jak dla niego.

Zrobił dwa, trzy większe kroki i już stał obok tej dziewczyny, która z każdą chwilą wydawała mu się ładniejsza, elegantsza i dostojniejsza, mimo że człapała w skromnej sukience, ze zwichrowanymi włosami. Pomyślał, że nigdy nie zrobił czegoś spontanicznie, mógłby chociaż raz zaryzykować, a jeśli wyjdzie na wariata, to za jakieś 40 lat będzie miał się z czego śmiać. Bez większego zastanowienia wypalił:
- Czy jako rekompensatę za "tramwajową kolizję" mogę pani pomóc? - potem poszło gładko, samego siebie nie podejrzewał, że może zachować się tak odważnie i beztrosko zarazem - Mam na imię Tomasz i bardzo mi się podobasz - zawahał się - Yy...  Pani mi się podoba!
Halka miała ochotę wybuchnąć śmiechem, ale z trudem udało jej się zachować kamienną twarz.
- Tomasz? - powtórzyła - W takim razie: Tomasz, to masz! - i wręczyła mu najcięższe torby, śmiejąc się przy tym beztrosko. Przez moment popatrzyli w swoje oczy i zaśmiali się szczerze, zdając sobie sprawę z dziecinności swojej dorosłości.
- Ja mam na imię Halka - powiedziała przed siebie. Spokojnie ruszyli szarą ulicą.

Krawiec - bo tak mówili na Tomasza w czasie wojny - był tego dnia wniebowzięty. Wręcz zaczarowany. Odprowadził dziewczynę pod same drzwi, do domu wracał jak na skrzydłach. Po drodze już obmyślił plan, jak kolejny raz spotkać Halkę. Wiedział, gdzie mieszka, więc postanowił od czasu do czasu czekać na nią w pobliżu kamienicy i niby przypadkiem spotykać ją i odprowadzać, to tu, to tam. Pogratulował sobie w myślach i uznał ten dzień za naprawdę udany.

Tak Krawiec poznał Halkę - przypadkiem. Nieprzypadkowo jednak - nigdy o niej nie zapomniał.

[cdn]

 
<< pierwsza < poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 następna > ostatnia >>

Strona 9 z 27

Czas Honoru Czas Honoru

Ankieta

Czy Twoim zdaniem, serial przyczynił się przywrócenia pamięci o cichociemnych oraz żołnierzach wyklętych?
 

Z planu serii "Powstanie"

Wyszukaj na stronie

Ostatnie komentarze