Prośba Halszki.
Wpisany przez Emanuela, Poznań   
niedziela, 23 listopada 2014 11:09

Rak. Śmieszne. Wokół powstanie i odgłosy walki. Piekielne odgłosy nieubłaganej, bliskiej porażki. Halszka miała jednak umrzeć w zwykły, naturalny sposób. O tym, że jest chora dowiedziała się kilka miesięcy temu. Nie mogła w to uwierzyć. Była zawsze pełna życia i energii. Nie chciała umierać. Chciała żyć. Nie mogła jednak pokonać takiego przeciwnika jakim była ta śmiertelna, straszna choroba. Lekarz powiedział, że rak zbytnio się rozwinął jest w zaawansowanym stadium aby można było temu przeciwdziałać. Postawił diagnozę, która brzmiała jak wyrok. Zostało jej tylko kilka miesięcy życia. Nie wiedział dokładnie ile. Może 4 a może 5. Trudno powiedzieć. I na zakończenie dodał, ze jest mu przykro,a potem tak po prostu odszedł. Halszka nie miała jednak do niego o to żalu. Powinien zająć się innymi chorymi, którzy tego potrzebowali. Ona była nieuleczalnie chora. Trędowata. Postanowiła jednak nie użalać się nad sobą. Chodziła na tańce, uśmiechała się i nie rozstawała się ze sowimi dziewczęcymi marzeniami mimo tego, że wciąż trwała wojna. Postanowiła zrobić coś na zakończenie dla kraju i kiedy wybuchło powstanie nie uciekła ze stolicy tylko została na miejscu. I tak zaczęła się jej współpraca z Michałem. Wkrótce zakochała się w jego uśmiechu, głosie... Zasypiała z uśmiechem na twarzy, myśląc bez przerwy o nim. Nie przeszkadzało jej to, ze on wciąż myśli tylko o tamtej dziewczynie, która zniknęła bez śladu w czasie powstania.Prawdopodobnie już nie żyła. Michał o niej zapomni. Czas leczy rany. Odkąd go zobaczyła nosiła sukienki zamiast tych swoich odwiecznych spodni, a usta malowała czerwoną szminką mniej więcej co pół godziny. Podziałało. Michał zaczął odtąd dostrzegać jej obecność i, wiedziała to na pewno, nie byłą mu zupełnie obojętna. Konarski wciąż jednak opierał się pokusie i wdziękom Halszki. Coś jednak w nim pękło kiedy Celina, bo tak miała na imię zaginiona dziewczyna, nie żyje. Przyszła właśnie do jego pokoju. Stanęła przed nim, odziana w ręcznik, z mokrymi włosami. Właśnie wzięła kąpiel. Uśmiechnęła się do niego niepewnie. Ich spojrzenia się spotkały. Oboje pragnęli w tej chwili tego samego. Całował ja namiętnie... Zerwał z niej żółty ręcznik, którym się otuliła po wyjściu spod prysznica... Nigdy nie zapomniała tego jak się wtedy czuła kiedy otworzyła oczy i położyła swoja głowę na jego piersi, a on bawił się dłuższy czas jej włosami. To było poczucie bezpieczeństwa i miłość. Bała się zrobić to co zamierzała, ale musiała tak postąpić. Nie było innego wyjścia. Już dawno zabrała pistolet Michałowi i obracał w swoich kruchych, delikatnych palcach tą śmiertelną broń. Nie bała się śmierci. Teraz kiedy była już tak blisko i trwała w zawieszeniu między ziemią, a "drugą stroną" zdecydowała, że lepiej umrzeć w szybki, prawdopodobnie bezbolesny sposób niż odliczać dni, które jej pozostały, myśląc ze strachem, że Michał nie odejdzie razem z nią. Serce biło bardzo szybko jakby przeczuwało co się zaraz stanie. Halszka ścisnęła w lewej dłoni kopertę, w której był list do Michała, a prawą ręką przyłożyła sobie zimny pistolet do głowy. Pomyślała tylko o Michale i uśmiechnęła się, a potem pociągnęła za spust. Już nie oddychała. 

*** 

Michał czytał po raz setny list od Halszki,a jej ostatnie słowa powracały do niego i oddalały się jak echo. 
"Kocham cię - pisała Halszka - I dlatego ci nie mówiłam, ale mam raka. To i tak by się stało. Umarłabym. Pamiętaj, że zawsze będę blisko ciebie. Czułam, że chwile, które spędziłam z tobą, były niezwykłe. Jakbym wykradła je z czyjegoś życia. Wciąż noszę je w sercu. Mam ciebie w moim sercu, a ty mnie w twoim więc dlatego nic nas nigdy nie rozdzieli. Umieram, myśląc o tobie, ale to tylko sen. Kiedy otworzę oczy ty będziesz obok mnie. Jestem tego pewna. Celina jest miłością twojego życia. Odnajdziesz ja, a ona ciebie. Bądźcie szczęśliwi. Halszka. 

Nie mógł tego zrozumieć. Kochał ja jak wariat, a ona odeszła. Już nigdy nie będzie mógł jej zapewnić, że ją kocha. Celina była dla niego wszystkim, ale ona umarła. Zostawiła go samego, a Halszka była jego ukojeniem po ogromnej stracie, bólu, smutku i żalu, które go ogarnęły...Zgniótł kartkę i podszedł do okna. Wyrzucił ją. Zanim spadła tańczyła przez chwilę z wiatrem jak jesienny liść. I tak znał te słowa na pamięć. Zapisał je sobie w swoim sercu. 

*** 

Kilka dni później odwiedziła go Zosia. Była jakaś rozgorączkowana i strasznie podniecona. Wbiegła do pokoju bez pukania i zawołała: 
- Sanitariuszki zajmują się pewną dziewczyną! 
Jej twarz promieniowała rozpierającym ją szczęściem. 
- Jaką dziewczyną? - zapytał Michał oszołomiony tym jej nagłym wtargnięciem do pokoju. 
- Mówi, że... nazywa się Celina Dłużewska. Paczka papierosów wypadła Michałowi z rąk, a on nawet nie schylił się aby ją podnieść. 
- Co ty mówisz... Jak... Gdzie ona jest... - wyrzucał z siebie urywane słowa. 
- Zaprowadzę cię do niej... Chodź... - powiedziała cicho i delikatnie Zosia,a szczęśliwy i wzruszony Michał pobiegł za dzielną Zosią. Kiedy dotarł na miejsce powitały go powitalne okrzyki powstańców. Było tutaj mnóstwo jego przyjaciół, ale on nie zauważył nawet swojego rodzonego brata, który zwrócił się do niego tymi słowami: 
- Guzik, do cholery jasnej ty... 
Odsunął go niecierpliwie i podążał dalej za Zosią. 
- Gdzie ona leży? Co się z nią stało? - zapytał roztrzęsiony. 
- Już chyba poczuła się lepiej, bo wstała. Stoi tam. Spójrz. 
I pokazała palcem, wskazując miejsce gdzie stała roześmiana, młoda, piękna dziewczyna. Miała na sobie tę cudowną, śliczną, żółtą sukienkę w kwiatki, którą tak dobrze pamiętał. Z Guzikiem stało się coś dziwnego. Chciał biec, ale szedł powoli w stronę tej niezwykłej dziewczyny. Chciał wykrzyczeć całemu światu swoją radość, ale milczał. Serce biło u tak mocno jakby zaraz miało się wyrwać z piersi. W końcu znalazł się zupełnie blisko tej kobiety, która była damą jego serca. Celina płakała ze szczęścia. On też miał mokre oczy. Mogli do siebie przylgnąć. Zanurzył rękę w jej włosach, dotknął naszyjnika na jej szyi, który dał jej tego pamiętnego dnia nad jeziorem, zanim rozpoczęło się powstanie, a potem złożył na jej ustach gorący, namiętny pocałunek. Bo bez niej świat nie istniał. Ona była cząstką jego samego. Ludzie klaskali, patrząc na tę całującą się namiętnie parę, ale Michał tego nie słyszał. Istniała tylko ona.

 

Przykro nam, ale nie możesz komentować tego artykułu, ponieważ nie jesteś zalogowany. Zaloguj się lub załóż konto, jeśli go jeszcze nie posiadasz. Zapraszamy!

Czas Honoru Czas Honoru

Ankieta

Czy Twoim zdaniem, serial przyczynił się przywrócenia pamięci o cichociemnych oraz żołnierzach wyklętych?
 

Z planu serii "Powstanie"

Wyszukaj na stronie

Ostatnie komentarze