Młodzieniec
Wpisany przez Emanuela, Poznań   
poniedziałek, 18 sierpnia 2014 10:56

Zaraz będzie trzeba iść. Nie może się przecież spóźnić. Wszystko musi być punktualnie i na czas. Jak w zegarku. Fachowo. Bez skrupułów. Z zimną krwią. To jest wojna. Wszystkie chwyty są dozwolone. Starała się taka być. Zimna i obojętna. Piętnaście minut później spoglądała w lustro, poprawiając uczesanie i zagryzając swoje piękne i kształtne usta. Zerknęła na zegarek. Jeszcze raz spojrzała w zwierciadło. "Efekt jest zupełnie niezły - pomyślała smutno - Wyglądam pięknie i dziewczęco. Zbyt pięknie i zbyt dziewczęco. " Okręciła się wokół własnej osi. Miała na sobie niebieską sukienkę i wygodne pantofelki. Czarne loki rozczesała szczotką. Przez chwilę myślała nad tym aby upiąć je w kok, ale po namyśle nic z nimi nie zrobiła. Wyglądała młodziej o kilka lat. Może dlatego, że zrezygnowała z mocnego makijażu. Jeszcze tylko klipsy i będzie można iść. Znowu przyjrzała się swojemu odbiciu. Nagle naszła ją dzika ochota aby zerwać z siebie to ubranie i stłuc to lustro. To nieprawda. To jedno wielkie kłamstwo. Wcale nie jest niewinną, grzeczną dziewczynką. Nigdy nie uprawiała seksu z mężczyznami, których musiała zabić, bo nigdy nie dochodziło między nią, a jej ofiarą do stosunku, ale ona i tak czuła się jak prostytutka. Jak morderczyni. Już miała się rozpłakać, ale powstrzymała się ostatkiem sił. Nie będzie więcej patrzeć w lustro. Nigdy. Wyszła z mieszkania i udała się na zwykłe miejsce spotkań. Było jeszcze widno, ale powoli czarny, bezlitosny mrok ogarniał całą stolicę. Ruda uwielbiała zmierzch, ale ostatnio zaczynał ją przerażać. Przyśpieszyła kroku...

- Spóźniłaś się - powiedział Ernest, starając się na nią nie patrzeć.

Stali obok siebie. Byli sobie tacy bliscy, ale jednak tak dalecy... Wiktoria Rudnicka, zwana przez znajomych Rudą, pochyliła się nad grobem i zapaliła znicz. Dla pozorów. Dla konspiracji. Mrok sprawił, że trudno było odszyfrować nazwisko zmarłego.Stary, wytarty napis na grobie, który Ruda zdołała w końcu odczytać, głosił, że zmarła zginęła śmiercią tragiczną dość młodo. Wiktoria rozejrzała się nerwowo. Cmentarz był całkowicie opustoszały i wyglądał upiornie. Wzdrygnęła się i spytała beznamiętnie:

- No to kogo tym razem?

Chłopak podał jej suchym, oschłym tonem wszystkie potrzebne informacje.

- Rozumiem - odpowiedziała chłodno, bez śladu emocji.

Chciała odejść, ale Ernest ścisnął ją za rękę.

- Ruda... - szepnął.

Milczenie. Cisza. Brak słów. I to okrutne pytanie: "Dlaczego?" Jego twarz znalazła się niebezpiecznie blisko jej twarzy. Był tak blisko, że wchłonął całym sobą jej delikatne, kwiatowe perfumy przywodzące na myśl lato i coś nieuchwytnego za czym wszyscy tęsknimy gdzieś w głębi serca. Chciał ją pocałować i przełamać tą niezgłębioną barierę, która oddzielała go od tej nieziemskiej dziewczyny, ale nie mógł. Podniósł rękę do góry, ale zatrzymał ją tuż przed twarzą nieosiągalnej Wiktorii,a  potem schował za plecami. Ruda rzuciła mu wystraszone spojrzenie. Nie wiedział co chce mu w ten sposób przekazać. W jej brązowych oczach dostrzegł jakby wahanie, błaganie i prośbę o pomoc. Chciała odejść, ale krzyknął jej imię, niewiele  myśląc. Odwróciła się powoli. Zamknął oczy, a wtedy musnęła lekko jego wargi swoimi ustami i szepnęła:

- Gdybym nie miała narzeczonego... Kto wie...

Odeszła, nie oglądając się za siebie. Nie miała pojęcia, że Ernest jeszcze długo potem tkwił na tym cmentarzu... Ruda miała ważniejsze sprawy na głowie. Starała się zachować zimną krew i nie dać dojść do głosu wyrzutom sumienia. Wróciła do mieszkania gdzie zdjęła z siebie ubranie. Założyła bluzkę, która odsłaniała dekolt, i krótką spódniczkę. Na nogi wsunęła szpilki. Czuła się taka naga. Jeszcze tylko bardzo odważny makijaż i torebka, o której zawartości wolała nie myśleć. Z włosami znowu nic nie zrobiła. Opadały jej łagodnie falami na ramiona. Wyszła bezszelestnie z mieszkania. Godzinę później była już w mieszkaniu kolejnej ofiary. Młodego chłopaka. Miał najwyżej naście lat.

- Masz coś do picia? - spytała.

- Wino? - odpowiedział pytaniem.

Skinęła głową, a on zniknął. Zanim zdecydowała się sięgnąć po torebkę, wrócił i usiadł na kanapie. Nalał czerwonego wina do kieliszków. Wypiła wszystko za jednym razem i odstawiła kieliszek. Nie była w stanie zrobić tego od razu chociaż czarna torebka leżała niedaleko. Młodzieniec przyklęknął i błądził ustami po jej nodze. Zaczął ściągać jej ubranie, a potem pchnął na łóżko. Odepchnęła go mocno.

- Co jest? - zapytał chłopak - Jesteś spięta. Chcesz jeszcze wina?

Nie odpowiedziała. Podniosła  swoją czarną torebkę, która upadła na podłogę,  i wyciągnęła z niej broń. Nieznajomy roześmiał się jakby nie wierzył w to, że jest prawdziwa. Wiktoria pomyślała, że nigdy nie zapomni tego śmiechu. Będzie ją nawiedzał w snach. Uniosła rękę, w której trzymała pistolet, i i powiedziała głośno i wyraźnie:

- W imieniu Polski Podziemnej.

Kula przestrzeliła pierś młodzieńca. Zwalił się bezwolnie na podłogę. Jak szmaciana lalka. Ruda wybuchnęła płaczem. Nie czekając na Ernesta, który miał zjawić się wkrótce, wybiegła z mieszkania, trzaskając drzwiami.

 

Przykro nam, ale nie możesz komentować tego artykułu, ponieważ nie jesteś zalogowany. Zaloguj się lub załóż konto, jeśli go jeszcze nie posiadasz. Zapraszamy!

Czas Honoru Czas Honoru

Ankieta

Czy Twoim zdaniem, serial przyczynił się przywrócenia pamięci o cichociemnych oraz żołnierzach wyklętych?
 

Z planu serii "Powstanie"

Wyszukaj na stronie

Ostatnie komentarze