Strona główna Nasze opowiadania Co mnie zmieniło? (cz.III) - Zanim Krawiec wyszedł z kamienicy
Co mnie zmieniło? (cz.III) - Zanim Krawiec wyszedł z kamienicy
Wpisany przez Karolina, Lublin   
sobota, 03 maja 2014 00:16

Od ich pierwszego spotkania minęło wiele dni, a nawet miesięcy. Od jakiegoś czasu wspólną przeszłość zaczęli liczyć już w latach. Mimo braku doświadczenia, z dnia na dzień ich miłość stawała się bardzo dojrzała.
Jedno dla drugiego było fascynacją i inspiracją. Halce imponowało opanowanie i spokój Tomasza. Każdą sytuację potrafił ocenić chłodno oraz znaleźć z niej najkorzystniejsze wyjście. Ona zachwycała go wiecznym uśmiechem i radością, delikatnością, umiejętnością dodania otuchy każdemu, kto jej potrzebował.
Mimo pozornie różnych charakterów, łączyło ich coś niezwykłego: potrafili milczeć i słuchać, cieszyć się choćby najsubtelniejszym muśnięciem dłoni po policzku. Nie potrzebowali buchającej namiętności. Wystarczały im splecione dłonie. Kiedy Halka tonęła w jego ramionach, oboje myśleli, że nic lepszego w życiu nie może im się przytrafić. Nie dopuszczali do siebie myśli, że szczęście mogłoby ich kiedyś opuścić.
Bezsenne noce były dla Tomasza czarującym spektaklem, w którym przy cichym akompaniamencie miarowego oddechu grała tylko jedna aktorka odziania w skromną, białą i unoszącą się co chwila koszulę, która zdawała się rozświetlać mroki nocy... Patrzył na nią z błogością w oczach i za nic w świecie nie chciałby zamienić tych chwil.

Trafili na takie, a nie inne czasy. Wojna wisiała w powietrzu.
- To dla ciebie - powiedział Tomasz podając Halce ich wspólne zdjęcie.
- Mam sobie zapamiętać twoją twarz, bo kiedyś wyjdziesz i będziesz się tułać nie wiadomo gdzie, tak?- odparła dziewczyna, siląc się na żartobliwy ton.
Nie miał pojęcia, co odpowiadać jej w takich sytuacjach. Wzdychał ciężko, z bólem serca. Wiedział, że nie mówiła tak, by sprawić mu przykrość. Ona po prostu ciągle miała nadzieję, że nigdy jej nie zostawi. Pragnęła gwarancji, że żadnej wojny nie będzie, że nic ich nie rozdzieli. Nie mógł jej tego zapewnić. Wiedział to i on i ona. Powoli zdawali sobie sprawę z nadchodzącej katastrofy. Niedługo potem byli już pewni, że kłopoty zbyt długo omijały ich szerokim łukiem. Nie byli jednak w stanie "ustalić" dokładnej daty końca (ich) świata.

Wrzesień roku trzydziestego dziewiątego przyszedł dla nich zbyt szybko.
- Idę na wojnę. - oznajmił Tomasz - Halka, dzisiaj.
Dziewczyna siedziała  na rogu łóżka, oszołomiona chaosem w kraju, na ulicy, w mieszkaniu, jej sercu.
Po chwili martwej ciszy, wpatrzona w podłogę powiedziała:
- Naprawdę nie mam ci tego za złe. - Nie mogła zrobić inaczej. Serce pękłoby jej z bólu, gdyby swemu najukochańszemu miała powiedzieć prosto w oczy "idź, idź już na tę wojnę!", ale tymi słowami zapewniła go, że docenia jego postawę.  Po policzku spłynęła jej niewielka łza, której mimo starań nie udało się ukryć. Chwilę później wstała, podeszła do Tomasza i powoli, grając na zwłokę zapięła guziki jego koszuli. To były ich ostatnie chwile w starym, niezmąconym niepokojem życiu. Bez wahania zarzuciła ręce na jego szyję, on wtopił palce w jej włosy i mocno przytulił. Poczuł jak na koszulę kapią mu krople łez. Trwali przez moment w uścisku zakończonym nieśmiałym pocałunkiem.

Zaraz stali już w przedpokoju. Zakładając kurtkę powiedział pewnie:
- Wrócę, naprawdę. Wrócę, bo ty potrzebujesz mnie, a ja ciebie. W razie czego, masz w Warszawie Witka i Olgę, jest jeszcze Walewska i Marian. - spojrzał w jej oczy i dodał ze spokojem - Damy radę. Postaram się tu bywać jak najczęściej, będę się z tobą kontaktował, gdy tylko będę miał taką możliwość. - podszedł do niej i ucałował jej czoło - Nie bój się o mnie.
- Poczekaj chwilę. - Halka szybkim krokiem przeszła do pokoju, wracając po chwili z karteczką i różańcem w dłoni. - Weź - podała mu swoje zdjęcie.
- Dziękuję, jest piękne. Ale... różaniec to... Halka, ja nie jestem za bardzo...
- Wiem. Tym bardziej musisz go wziąć. - ze świadomością dobrych zamiarów dziewczyny, schował "podarunki" do kieszeni.
- Do widzenia - westchnął i ucałował jej dłoń. Nie udało się. Spod zamkniętych powiek Halki płynął strumyk łez.

Tomasz odwrócił się i przekroczył próg mieszkania, zamknął za sobą drzwi. Nie wiedziała, co zrobić, żeby jeszcze na chwilę zatrzymać go przy sobie. Gwałtownym ruchem uchyliła drzwi i zapytała Tomasza podniesionym głosem, który niechętnym krokiem pokonał już dwa schodowe stopnie:
- Umiesz grać na pianinie? - usłyszał jej głos, odwrócił się, dziękując w duchu, że otworzyła te drzwi.
- Nie, Haluś... Nie umiem. - uśmiechnął się łagodnie.
- Ja też nie. Po wojnie się nauczymy. - wymusiła uśmiech, ale przez moment poczuła się lepiej.
- Kocham cię. - rzucił za siebie i zszedł w dół, kierując się potem nie wiadomo dokąd. Zanim wyszedł z kamienicy usłyszał jeszcze jak Halka uderzyła głową w drzwi, osunęła się na podłogę i zawyła z rozpaczy.

[cdn]

 

Przykro nam, ale nie możesz komentować tego artykułu, ponieważ nie jesteś zalogowany. Zaloguj się lub załóż konto, jeśli go jeszcze nie posiadasz. Zapraszamy!

Czas Honoru Czas Honoru

Ankieta

Czy Twoim zdaniem, serial przyczynił się przywrócenia pamięci o cichociemnych oraz żołnierzach wyklętych?
 

Z planu serii "Powstanie"

Wyszukaj na stronie

Ostatnie komentarze