Strona główna Fragmenty "Czas Honoru. Przed Burzą" - fragment trzeci
"Czas Honoru. Przed Burzą" - fragment trzeci
wtorek, 28 sierpnia 2012 11:00

Dobrze rozumiał więc, w jakim stanie znajdował się Keller po odejściu żony. Sam nigdy się nie ożenił. Po prostu nie interesowała go posada ojca i męża, jak mawiał o tym z przekąsem. Nie chciał w niczym przypominać swojego ojca - brodatego patriarchy wielodzietnej rodziny i nieudanego artysty malarza. A jednak to właśnie ojciec pomógł mu odnaleźć się w nowych Niemczech.

W trzydziestym siódmym roku w Boże Narodzenie Rainer uległ w końcu namowom matki i pojechał na święta do rodzinnego domu w Hesji. I tak nie miał nic lepszego do roboty. W Norymberdze czuł się całkowicie wyobcowany. W tamtych czasach miasto to było czymś w rodzaju Mekki dla nowej państwowej religii. Raz do roku odbywał się tu wielki zjazd partii NSDAP, który przypominał coś pomiędzy gigantycznym nabożeństwem, a świętem piwa. Wszędzie roiło się od rozhisteryzowanych tłumów. W powietrzu fruwały sztandary ze swastykami i pełne namaszczenia słowa: naród, triumf woli, krew, ziemia i tym podobne. Rainerowi robiło się od tego wszystkiego niedobrze. O krwi, ziemi, a przede wszystkim o narodzie nasłuchał się dosyć w dzieciństwie za sprawą ojca.

Na samym początku było to nawet zabawne. Jego ojciec powrócił z Wielkiej Wojny ze sztuczną nogą oraz przekonaniem, że naród niemiecki musi odzyskać utraconą jedność z ziemią. Każdej niedzieli jeździli więc całą rodziną za miasto i biegali boso po polach: Rainer, jego trzy siostry oraz matka. Nie biegał tylko ojciec. Siedział ze swoją sztuczną nogą na stołku i malował niemiecki krajobraz. Jego obrazy w ogóle nie przypominały tego, co można było zobaczyć gołym okiem. Pełno było na nich muskularnych blondynów o świecących oczach i piersiastych kobiet o szerokich biodrach. Swoim obrazom nadawał dziwne tytuły, takie jak "Pragermańskie słońce", "Naród światła" albo "Świt wielkości". Próbował je potem sprzedać, ale nie znajdowały nabywcy i stopniowo zaczęły zapełniać wszystkie ściany w ich domu.

O ile na początku bieganie po polach wydawało się Rainerowi całkiem przyjemną rozrywką, to z czasem stało się uciążliwym obowiązkiem. Ojciec tyranizował ich wszystkich coraz częstszymi wypadami "do natury". Zmuszał ich nie tylko do biegania po polach, ale też do słuchania swoich wykładów na temat związku pomiędzy duszą narodu a jego ojczystym krajobrazem. Twierdził, że ziemia kształtuje cechy narodowe, przez co żyjący na pustyniach Żydzi odznaczają się jałowością charakteru, natomiast zamieszkujący zimne lasy Germanie to ludzie czyści i uduchowieni. Najdziwniejsze, że wykłady ojca zaczęły zdobywać sobie także całkiem dobrowolnych słuchaczy, którzy podobnie jak rodzina Rainerów szukali poza miastem utraconego kontaktu z niemiecką ziemią.

Przełomowy dzień nadszedł, kiedy Lars Rainer był w ostatniej klasie gimnazjum. Wracając ze szkoły stanął w progu jak wryty. W ich domu panował taki gwar i tłok jak wieczorem w piwiarni. W dodatku wszyscy goście byli ubrani w identyczne brunatne koszule. Pośrodku tłumu siedział, ubrany tak samo jak reszta, jego ojciec i przemawiał żarliwie na temat związków narodu i ziemi. Matka i siostry Rainera siedziały cicho w kącie z nadzieją, że zamieszanie wkrótce się skończy.

Zmiana okazała się jednak znacznie poważniejsza niż przypuszczali. Od tej pory tłumne zebrania w ich domu stały się regułą. Coraz więcej sąsiadów zakładało brunatne koszule i przychodziło posłuchać wywodów ojca. Życie w rodzinnym domu stało się nie do zniesienia.

 

[Wydawnictwo Zwierciadło]

 

Czytaj także:

 

Przykro nam, ale nie możesz komentować tego artykułu, ponieważ nie jesteś zalogowany. Zaloguj się lub załóż konto, jeśli go jeszcze nie posiadasz. Zapraszamy!

Czas Honoru Czas Honoru

Ankieta

Czy Twoim zdaniem, serial przyczynił się przywrócenia pamięci o cichociemnych oraz żołnierzach wyklętych?
 

Z planu serii "Powstanie"

Wyszukaj na stronie

Ostatnie komentarze