Strona główna Dalsze losy ulubionej pary
Dalsze losy mojej ulubionej serialowej pary - prace konkursowe
Ruda i Władek, autor Paula22522

26 czerwca 1945 rok, las - miejsce obozu oddziału partyzanckiego, w którym pracują Władek, Ruda i Michał

- Możemy się przejść? - zapytała Ruda.

- Dobrze. - odpowiedział Władek.

Razem spacerowali, rozmawiając o udanej akcji. W pewnym momencie Ruda zatrzymuje się i mówi:

- Władek, muszę Ci o czymś powiedzieć... Jestem w ciąży. - powiedziała z obawą.

Władek był w szoku. Nie wiedział co ma zrobić. Uśmiechnął się lekko.

- Będę ojcem... - szepnął szczęśliwie.

- Będę ojcem. - powtórzył, tym razem głośniej i pewniej.

Podszedł do Rudej, objął ją i pocałował.

- Będę ojcem!!! - krzyknął, a jego głos rozniósł się w powietrzu.

- Cieszysz się? - zapytała, płacząc ze szczęścia.

- Władek przytulił Rudą, złapał ją za policzek i wyszeptał:

- Tak. Kocham Cię i chcę mieć z tobą dzieci.


"Paula22522" - Paula, Barwice

 
Wanda i Bronek, autor Syriuszowa

Lato 1945 roku nastało nagłe i gorące. Żar lał się z nieba. Powietrze było ciężkie od kurzu i pyłu ze zburzonych budynków Warszawy. Zniszczone kamienice straszyły oczodołami okiennic. Spod gruzów wydostawał się smród rozkładających się zwłok.
- Nie o taką Warszawę walczyliśmy - odezwał się Bronek cicho. Tak cicho, jakby mówił tylko do siebie.
Wanda szła obok, wszczepiona w jego dłoń. Ostrożnie stąpała wśród gruzów. Bronek spojrzał na nią kątem oka i pokręcił głową. Nawet po wszystkich tych przeżyciach: po Serbii w 1941, przymusowych robotach w 1944 czy obozie w Pruszkowie, z którego właśnie ją wyprowadzał, Wanda zachowała w ruchach coś miękkiego. Królewskiego.
- Mówiłeś coś? - zapytała, patrząc, gdzie stawia stopy, by nie przewrócić się o wystające kamienie. On chwycił ją w silne ramiona i pomógł przejść na drugą stronę gruzów. Nie odpowiedział. Przeszło mu tylko przez myśl, że z Wandą miał zawsze najlepszy kontakt, gdy musiał ją ratować. I nieważne, czy ratował ją z małżeństwa z Karolem, czy z tarapatów wojennych. Dopóki ona była królewną, a on rycerzem, wszystko między nimi się układało.
Ale Bronkowi brakowało już sił, by być rycerzem.

Wczesna jesień przyniosła liczne powodzie. Gazety rozpisywały się o tym, jak zniszczony wojną kraj musi zmagać się z kolejnym kataklizmem.
Wanda nie czytywała gazet. Nowy świat jeszcze ją trochę przytłaczał, choć udawała, że to wciąż ten sam świat, co przed wojną. Jakby wojny nigdy nie było.
- Może zatrudnimy gosposię? - zapytała pewnego wieczoru, gdy zasiedli do skromnej kolacji. Herbata parowała z kubków.
- Wandziu. - Matka spojrzała na nią z wyrzutem. - Przecież nie mamy pieniędzy.
- Będziemy mieli. Chciałabym wrócić do teatru. Co o tym myślisz? - zwróciła się w stronę Bronka.
Bronek żuł chleb. Myślał o czymś i chyba nawet nie usłyszał ich rozmowy. Ostatnio zamyślał się coraz częściej. I coraz rzadziej uśmiechał. Wanda miała wrażenie, że Bronek się od niej oddala, ale nie wiedziała, dlaczego. Nie potrafiła go zatrzymać. A przecież wojna się skończyła. Przecież mieli żyć długo i szczęśliwie.
- Co się dzieje, Bronku? - dociekała. Nie umiała zapanować nad strachem we własnym głosie.
Bronek uśmiechnął się, ale był to uśmiech tak wymuszony, że Wanda pomyślała, by lepiej w ogóle się nie uśmiechał, niż udawał. Tej nocy długo płakała w poduszkę. Wiedziała, że Bronek nie śpi, ale on udawał, że nie słyszy jej płaczu.

Zima sypnęła śniegiem i ścisnęła mrozem. Wiatr hulał między gruzami kamienic i zburzonym Zamkiem Królewskim. Mieszkańcy Warszawy chowali się przed mrozem w swoich źle dogrzanych pokoikach.
- A na święta zrobimy kluski. Z makiem. I, sądzę, że cię to ucieszy, znajomy mamy obiecał, że zostawią specjalnie dla nas jednego karpia - opowiadała Wanda niespiesznie. Uśmiechała się do siebie, do Bronka, do księżyca na czarnym grudniowym niebie.
Bronek pozwalał, by wspierała się na jego ramieniu. Jak za starych, dobrych czasów przed wojną, gdy urządzali sobie wieczorne spacery i marzyli o wspólnej przyszłości.
Wspólna przyszłość nadeszła jednak zupełnie inna. I Bronek, w przeciwieństwie do Wandy, nie potrafił udawać, że jest inaczej.
- Wanda. - Zatrzymał się nagle, a w jego głosie było coś takiego, że Wanda także stanęła w pół kroku i urwała w pół słowa. Z niepokojem spojrzała mu w twarz. Twarz Bronka była zapadnięta, wychudzona. A Wanda była wciąż bardzo ładna, ciemne włosy kręciły się pod czepkiem, ciemne oczy lśniły jak gwiazdy.
- Wanda... - powtórzył, jakby chciał jeszcze odwlec ten nieprzyjemny moment. Powietrze z jego ust zmieniło się w kłębek pary. - Musimy się rozstać.

Na pożegnanie pocałował ją w policzek. Po przyjacielsku. Jak zupełnie obcy mężczyzna.
Wandzie zawalił się cały świat.
Świat Bronka zawalił się już dawno temu. A Bronek zawisł gdzieś między dawną Polską a nową, lepszą Polską, która nie chciała nadejść. Wiedział, że dopóki nie nadejdzie, on nie złoży broni.
Wiedział też, że Wanda tego nie zrozumie.

 

"Syriuszowa" - Daria

 
Celina i Michał, autor Marinette

Był 30 lipca 1944 roku. Podziemie polskie przygotowywało się do powstania. Michał i Władysław Konarscy siedzieli na krzesłach w mieszkaniu pewnej starszej kobiety gotowej ukrywać polskich żołnierzy, czekali na wiadomości od dowództwa. Ktoś zadzwonił do drzwi. Michał i Władek naładowali pistolety, nigdy nie było wiadomo kto może przyjść. Michał podszedł do drzwi i otworzył je.
- Celina? Co ty tutaj robisz? - zapytał Michał dawną współpracowniczkę, w której kiedyś był zakochany
- Mam dla was wiadomości od 'Krawca'. Macie się obydwaj stawić za godzinę w ustalonym wcześniej miejscu. 
- Wreszcie! - ucieszył się Władek
- Celina... - zaczął Michał, kiedy Władek oddalił się do drugiego pokoju
- Czego chcesz? Śpieszę się.
- Celina, posłuchaj... chcę ci powiedzieć, że... nadal tak, jak w czasie naszej wspólnej akcji bardzo... cię... kocham.
- Michał, szykuje się walka, nie ma czasu... - zaczęła
- Zawsze jest czas na miłość. - powiedział Michał i pocałował ją
- Proszę cię nie opuszczaj mnie już nigdy.
- Nie opuszczę cię. Razem będziemy walczyć, razem zwyciężymy i razem będziemy żyć w wolnej Polsce.

 

"Marinette" - Marysia, Warszawa

 
Celina i Michał, autor Justyna Herma

Celina i Michał tak naprawdę nigdy nie byli jeszcze parą, mimo że już na początku znajomości czuli coś do siebie, ich drogi miały inny kierunek. Teraz oboje są po przejściach, po stracie bliskich osób i w ciężkiej sytuacji- jaką jest okres po wojnie, a także poukładanie sobie życia praktycznie od zera.

SCENA 1

Spotkanie Celiny i Michała, w czasie odgruzowywania warszawy. Michał z przyjaciółmi robi co w jego mocy, aby doprowadzić choć fragment przestrzeni wokół siebie do zwykłego stanu. Nagle zza sterty gruzów wyłania się Celina z inną grupką osób. Michał odstawia na chwile swoją robotę, udając że akurat chce odgarnąć inną stertę śmieci, coraz bardziej zbliżając się do dziewczyny. W końcu podchodzi do niej, a w oczach zabłysły mu iskry. Uśmiechnął się promieniście, co raczej nie było rzeczą normalną wśród tych wszystkich ponurych twarzy i otoczenia. Kiedy Celina ujrzała go - odwzajemniła uśmiech. Stanęli więc na przeciwko siebie i żaden nie wiedział co odpowiedzieć. 

- Cześć, fajnie wyglądasz w tych rękawiczkach- zaczął Michał

- Cześć- odpowiedziała trochę zaskoczona tym nieoczekiwanym spotkaniem

- Ostatnio widzieliśmy się kiedy była jeszcze wojna. - dodał

- Tak- odpowiedziała zamyślając się

- Fajnie Cię widzieć, tylko szkoda że w takich okolicznościach. 

- Masz racje. Przykro się robi, kiedy widzi się Warszawie w takim stanie. Jedno pocieszenie że już po wojnie. - tu Celina smutno się uśmiechnęła

- Tak. Jak sobie radzisz z tym wszystkim? - Michał

- Tak jak wszyscy, najważniejsze jest teraz zaprowadzić tu porządek, a potem w życiu. 

- Ja też jakoś daje radę. A ty się na mnie jeszcze gniewasz? No wiesz tu przerwał-za Krzysztofa?

- Hmmm... . To było tak dawno, miałam do ciebie żal, ale... to nie twoja wina. Gdyby nie ta wojna... ale ty też i wszyscy kogoś straciliśmy.

- Tak. Właśnie. Jesteśmy na tym samym etapie swojego życia, oboje straciliśmy narzeczonych w wojnie- tu przerwał Michał zamyślając się.

- Mi też jest przykro, ale proszę nie rozmawiajmy teraz o tym. Pomożesz mi z tymi kamieniami?

- Oczywiście.

SCENA 2

Tak więc praktycznie każdy dzień tak wyglądał w zrujnowanej stolicy. A mijał on na sprzątaniu, załatwianiu różnych ważnych spraw. Od poprzedniego spotkania Celina i Michał razem działali w porządkach. Nie było im razem na początku łatwo, tym bardziej że było między nimi wiele nie wyjaśnionych sytuacji, niewypowiedzianych wcześniej słów. Często kiedy mieli gorszy dzień i te wszystkie wspomnienia, emocje, obecny obraz otoczenia i to wszystko kumulowało się w nich- potrafili godzinami milczeć dopóki ktoś do nich nie podszedł.

- Hej, jak wam idzie? Jakieś 500 m stąd jest sporo gruzu do zgarnięcia, tam było kiedyś to kasyno, no wiesz Michał- nagle pojawił się Władek i przerwał jedną z tych chwil milczenia.

- Tak wiemy- odpowiedziała Celina

Po tych słowach Michał popatrzył na dziewczynę znacząco, a ona spojrzała w inny kierunek trochę zmieszana. Władek zaś stał bez ruchu nie wiedząc czy dalej o coś pytać, czy czekać. Tą dziwną sytuacje przerwał w końcu sam Michał, mówiąc:

- Dobrze Władek, już tam idziemy, chyba że... Celina chcesz tam iść, czy zostajesz tutaj?

- Mogę iść. Pamiętasz jak świetnie wychodziło nam udawanie Niemców, nie zorientowali by się, gdyby... -ty zatrzymała i nie kończyła, bo każdy mógł dokończyć sam.

- Tak, jesteśmy naprawdę zgraną parą, sama powiedz. Jak wtedy tak i teraz.

- Muszę ci coś powiedzieć. Wyjeżdżam na jakiś czas, ciocia którą widziałam ostatnio przed rokiem 39 zaprosiła mnie do siebie. Tam zostanę na dłużej i będę chciała sobie przemyśleć pewne sprawy, jakoś uporządkować życie i przy okazji trochę odpocznę od tego wszystkiego.

- Trochę szkoda, ale jak tak chcesz. Ale będę mógł cię odwiedzić, choć raz?-powiedział smutnym głosem

- Niech się zastanowię. No dobrze, ale nie od razu.

- Nagle pojawia się Janek nie wiadomo skąd.

- Słuchajcie! Odnalazłem Lenę i dziecko!- krzyczy Janek z daleka i trudno o szczęśliwszego człowieka. Wszyscy inni patrzą na niego z uśmiechem od ucha do ucha. Od razu nabierają nowego wyrazu twarzy i poprawia się im humor. Wszyscy przyjaciele czekali na tą wiadomość od dawna.

SCENA 3

Jakiś czas później. Impreza z okazji odnalezienia Leny. Wszyscy siedzą przy stolikach (cała ósemka głównych bohaterów i Romek), w kołysce leży dziecko. 

- Jak dobrze, kiedy jesteśmy tu wszyscy - mówi Lena

- Tak się ciesze - Janek

- Tylko szkoda że teraz Celina wyjeżdżasz - mówi Micha



SCENA 4

Jakiś miesiąc po imprezie. Ogródek przed domem. Celina siedzi na hamaku, z książką w ręku. Nagle pojawia się Michał. Z bukietem kwiatów, podchodzi do dziewczyny.

- Cześć, przepraszam, że Ci przeszkadzam w tym układaniu życia, ale chciałbym ci w tym pomóż. A może przeszkodzić. Proszę to dla ciebie- podaje jej bukiet

- Dzięki i fajnie że przyjechałeś, choć trwało to sporo czasu.

- Tak, wiem. Ale teraz już jestem i chciałbym dokończyć to co kiedyś chciałem zrobić. Zostaniesz moją żoną?

- Mówisz serio?

- Jak najbardziej. Co raczej nie często mi się zdarza.

- więc... Tak? - odpowiada Celina

Tak więc Celina i Michał zostali małżeństwem. Raz ich życie wyglądało raz lepiej, a raz gorzej, ale i tak byli szczęśliwi że żyją w wolnym kraju. A przyjaciele, których zdobyli w czasie wojny, pozostali z nimi na zawsze i wszyscy wspierali się nawzajem. W którymś momencie ich życia urodziła się im również dwójka dzieci.

KONIEC

 

Justyna Herma

 
<< pierwsza < poprzednia 1 2 3 następna > ostatnia >>

Strona 2 z 3

Czas Honoru Czas Honoru

Ankieta

Czy Twoim zdaniem, serial przyczynił się przywrócenia pamięci o cichociemnych oraz żołnierzach wyklętych?
 

Z planu serii "Powstanie"

Wyszukaj na stronie

Ostatnie komentarze