Strona główna Cichociemni Cichociemni - pomoc, która nadeszła z nieba
Cichociemni - pomoc, która nadeszła z nieba

Marlena Jeżewska

Cichociemni - pomoc, która nadeszła z nieba

Geneza łączności lotniczej i szkolenia

 

Atak III Rzeszy na Polskę rankiem 1 września 1939 r. rozpoczął się zgodnie z planem Fall Weiss, a więc bez formalnego wypowiedzenia wojny. Choć sytuacja wydawała się beznadziejna, gen. Michał Karaszewicz-Tokarzewski przystąpił do formowania tajnej organizacji wojskowej pod nazwą Służba Zwycięstwu Polski (SZP), zaraz po otrzymaniu pełnomocnictw do kierowania konspiracyjną walką od gen. Juliusza Rómmla. 13 listopada 1939 r. gen. Władysław Sikorski w miejsce SZP powołał Związek Walki Zbrojnej (ZWZ) z Komendantem Głównym gen. Kazimierzem Sosnkowskim na czele. W tym trudnym momencie, priorytetem dla Sztabu Naczelnego Wodza we Francji stało się nawiązanie stałej łączności z okupowanym Krajem. Lądowy szlak kurierski był sprawdzonym sposobem przenoszenia wiadomości ale często zawodził, ponieważ droga emisariuszy do okupowanej Polski wiodła przez kilka granic, co czyniło ją niebezpieczną. Co więcej, 10 czerwca 1940 r. Włochy zerwały stosunki dyplomatyczne z Polską. Oznaczało to, że trasa włoska została zamknięta i trzeba będzie budować dłuższe, a co za tym idzie - niebezpieczniejsze trasy. Łączność radiowa natomiast wymagała sprawności urządzeń technicznych, które zapewniłyby stałe i pewne połączenie linii Warszawa - Paryż. Istniała jeszcze trzecia możliwość, która oprócz sprawnego sprzętu wymagała pionierów. I choć początkowo niechętnie odnoszono się do łączności lotniczej, która de facto nie miała koncepcji, w niedalekiej przyszłości wyszkoleni na terenie Wielkiej Brytanii skoczkowie udowodnili sceptycznie nastawionym oficerom sztabu, że podjęcie tego mgliście jawiącego się przedsięwzięcia było doskonałą decyzją.


Pomysł organizacji łączności lotniczej z okupowanym krajem początkowo wzbudzał nieufność, ponieważ jak pisze Jędrzej Tucholski - autor licznych publikacji na temat cichociemnych - polskie doświadczenia w desantowaniu spadochroniarzy były bardzo skromne1. Świadczy o tym m.in. fakt, że w momencie wybuchu wojny, pierwsza publikacja na temat tego typu operacji specjalnych liczyła zaledwie dekadę. Autorem Wypraw specjalnych - bo o nich mowa - był redaktor Przeglądu lotniczego mjr dypl. pil. Marian Romeyko2. Przedwojenne doświadczenia Polaków w tej materii nietrudno policzyć: pierwszy kurs spadochronowy w Polsce odbył się we wrześniu 1937 r. w Legionowie i miał charakter sportowy, rok później na Wołyniu po raz pierwszy zaprezentowano dywersyjny desant spadochronowy, a w maju 1939 r. utworzono Wojskowy Ośrodek Spadochronowy w Bydgoszczy3. Ponadto wszelkie podejmowane próby działań odbywały się w dzień i opierały się na krótkich trasach lotniczych przy udziale kilkuosobowych grup skoczków. Nic więc dziwnego, że rozkaz gen. Sikorskiego z dnia 28 listopada 1939 r. w którym pisał, że należy zorganizować do dyspozycji gen. Sosnkowskiego stałą tajną komunikację lotniczą z głównymi centralami okupowanego Kraju (Lwów, Warszawa, Kraków - ew. jeżeli możliwe i Poznań)4 nie spotkał się z entuzjazmem, a w efekcie nie został wykonany. Rozkaz pozostał bez odpowiedzi chociażby z braku przychylności Francuzów, czy też skupienia sił Dowództwa Lotnictwa na organizowaniu jednostek bombowych i myśliwskich. Ponadto osoby decyzyjne zdawały sobie sprawę, że łączność lotnicza ma szanse powodzenia wówczas, gdy istnieje stała możliwość przekazywania szybkich informacji np. co do terminu lotu czy warunków meteorologicznych, a bez ich wymiany szanse na powodzenie operacji diametralnie spadają.

 

Niepowodzenie pierwszej inicjatywy nie przesądziło o pogrzebaniu pomysłu szkolenia skoczków. W grudniu 1939 r. do Paryża przybyli kpt. Jan Górski i kpt. Maciej Kalankiewicz. Zdając sobie sprawę, że okupowany Kraj potrzebuje pomocy starali się wykorzystać wszelkie okazje by walczyć o ojczyznę. Przystępując do organizowania lotniczej pomocy dla ojczyzny, jako cel postawili sobie nie tylko doraźną pomoc w łączności ale starali się, by podjęta działalność posłużyła za środek masowego przerzutu Wojska Polskiego z Zachodu w momencie wybuchu powszechnego powstania zorganizowanego przez ZWZ. Przełomowym momentem okazało się spotkanie z kpt. dypl. Janem Jaźwińskim, zaznajomionym z zagadnieniami łączności z Krajem w KG ZWZ, który poparł "chomików"5. Nowatorski pomysł zyskał również uznanie Zofii Leśniowskiej, córki gen. Sikorskiego, która starała się przekonać ojca do projektu polskich kapitanów.

Pomysłodawcy nie ociągali się z realizacją planu bowiem kpt. Górski już 30.XII.1939 r. złożył w sztabie pierwszy raport w sprawie wykorzystania skoczków do walki z okupantem. Niestety pozostał on bez odpowiedzi, podobnie jak kolejny z 21.I.1940 r. Dopiero raport z 14.II, którego współautorem był kpt. Kalankiewicz skłonił gen. Sosnkowskiego do podjęcia działań. Być może załącznik będący wykazem szesnastu nazwisk ochotników gotowych drogą powietrzną dostać się do Kraju skłonił przełożonego do udzielenia odpowiedzi. Komendant ZWZ, odpowiedzialny za łączność z okupowaną Polską 21.II przesłał raport do Dowódcy Lotnictwa gen. Józefa Zająca z prośbą o umożliwienie przeszkolenia chętnych na kursach desantowych. Swoją prośbę motywował takimi słowami: W przyszłości, po przeszkoleniu, reflektuję na użycie ich przed powstaniem jako pojedynczych kurierów desantowców, wykorzystując w tym celu w pierwszym rzędzie raidy angielskie nad Polską lub loty własnych aparatów. Na wypadek powstania przewiduję użycie wszystkich przeszkolonych do desantu w Polsce6. Zdawać się mogło, że odpowiedź gen. Zająca z 17.IV położy kres tym śmiałym planom bowiem pisał on, że polskie lotnictwo nie dysponuje odpowiednimi maszynami, przedsięwzięcie jest niezmiernie trudne7. Nie spowodowało to jednak przerwania prac studialnych. Po przeniesieniu w V.1940 r. do biura gen. Sosnkowskiego, kapitanowie dopracowywali swą koncepcję łączności lotniczej z okupowanym Krajem. Brak doświadczenia Polaków w desantowaniu spadochroniarzy zmusił pomysłodawców do opierania swych badań na materiałach o niemieckich wojskach spadochronowych, które zdobył wywiad. Owocem pracy "chomików" były opracowania szczegółowo poruszające wykorzystanie drogi powietrznej do łączności i transportów wojskowych. Powodzenie w realizacji planu kapitanów przebywających we Francji nie byłoby możliwe gdyby nie oddolna chęć krajowych grup lotniczych, które po kampanii wrześniowej z chęcią zaangażowały się w działalność konspiracyjną. Na szczególną uwagę zasługuje zespół oficerów zawodowych "Gozdawa" na czele którego stał ppłk dypl. Bernard Adamecki działający pod pseudonimami: "Gozdawa", "Bocian", "Parasol".

Po powołaniu przez gen. Stefana Roweckiego wiosną 1940 r. w Oddziale V Sztabu wydziału o nazwie Szefostwo Lotnictwa lub Komenda Główna Lotnictwa przeszło pod kierownictwo "Gozdawy". Podjęło ono działania, które miały na celu przede wszystkim rozpoznanie czy wykonanie zrzutów na terenie okupowanego Kraju jest możliwe oraz wyszukanie placówek odbiorczych i lądowisk. Ponadto skupiono się na nawiązaniu współpracy z Oddziałem I aby uzgodnić przerzut lotników do Francji oraz z Oddziałem II, który miał się zająć organizacją wywiadu lotniczego na terenie Kraju. Chodziło tu przede wszystkim o zewidencjonowanie wszystkich informacji na temat jednostek lotniczych okupanta niemieckiego. Do zadań Oddziału II należało również poszukiwanie pierwszych cichociemnych. Etymologia tego miana nie jest do końca znana. Prawdopodobnie zrodziło się ono już w czasie ćwiczeń dywersyjnych od tego, że wszelkie akcje spadochroniarzy Armii Krajowej miały odbywać się nocą przy zachowaniu jak największej ostrożności, a więc po cichu8. Stąd kursanci zaczęli sami siebie nazywać cichociemnymi. Pierwszym dokumentem, który nazywa w ten sposób skoczków jest instrukcja Oddziału VI z IX.1941 r.9. Powróćmy jednak do Oddziału II, który zajął się również stroną techniczną planowanych skoków, szereg sugestii wysunął m.in. gen. Rowecki: Na dowódcę trzeba wyznaczyć starszego lotnika z dużym doświadczeniem w lotach nocnych. [...] należy przygotować i przestudiować zrzucanie meldunków i sprzętu na spadochronach w nocy. Wskazane będzie umocowanie małych, przyćmionych lampek elektr., które by ułatwiały odszukanie przesyłki, lecz nie były z większej odległości widoczne10.

Rok 1940 to czas kiedy organizacja zrzutów skoczków z Anglii nabrała tempa i zainteresowała wiele środowisk. Gen. Rowecki w 18.IV zawiadomił bazę o kryptonimie "Romek" w Bukareszcie o prowadzonych przygotowaniach lotniczych w Kraju. Od 29.V - 2.VI odbyło się spotkanie przedstawicieli KG ZWZ z delegatami baz łączności oraz konspiracji krajowej w Belgradzie na którym szczegółowo omówiono wdrożenie w życie planu desantowania skoczków. Rozmowy zakończyły się powodzeniem bowiem uzgodniono, że tuż po skoordynowaniu elementów organizacyjno - technicznych oraz po uzyskaniu potrzebnego sprzętu będzie można rozpocząć szkolenie chętnych i wykonać pierwszy zrzut do Kraju.

Belgradzkie rozmowy, które przypieczętowały powstanie oddziałów specjalnie wyszkolonych skoczków zbiegły się w czasie z klęską Francji. To wydarzenie miało nie mały wpływ na realizację powziętych prac, bowiem rosły obawy, że wraz z kapitulacją Francji ostatecznie upadną szanse na sfinalizowanie projektu łączności lotniczej. W rzeczywistości było zupełnie inaczej. Przeniesienie Sztabu Naczelnego Wodza do Wielkiej Brytanii było równoznaczne ze znacznym utrudnieniem w lądowej łączności kurierskiej, a więc konieczne było poszukiwanie innych dróg, które umożliwiłyby nawiązanie kontaktu z Polską. Śmiało można powiedzieć, że Anglia sprzyjała o wiele bardziej w realizacji pionierskich zamierzeń Polaków. Najlepszym tego przykładem jest wydarzenie z 16.VII.1940 r., bowiem w tym dniu premier Wielkiej Brytanii Winston Churchill powołał dywersyjną organizację SOE - Special Operations Executive czyli Kierownictwo Operacji Specjalnych. Jego zadaniem było nawiązanie współpracy z europejskim podziemnym Ruchem Oporu. Drugą decyzyjną osobą nowo powstałej organizacji obok Hugha Daltona był dyrektor do spraw operacji Colin Mc Gubbins, który z wielką przychylnością odnosił się do Polaków11. Nic więc dziwnego, że SOE bardzo szybko nawiązała współpracę z Oddziałem VI Sztabu Głównego. Sprowadzała się ona m.in. do pokrycia części potrzeb finansowych i dostawy sprzętu12.

Kapitanowie Górski i Kalankiewicz tuż po przybyciu do Wielkiej Brytanii przystąpili do nowelizacji opracowania z 1940 r. o tytule Użycie lotnictwa dla łączności i transportów wojskowych drogą powietrzną do Kraju oraz dla wsparcia powstania. Stworzenie jednostek wojsk powietrznych. Prace kpt. Kalankiewicza nie kończyły się jedynie na pozyskaniu osób decyzyjnych. Starał się on również działać w kołach wojskowych, służyć temu miał jego referat zatytułowany O zdobywczą postawę polskiej polityki. Autor tekstu odwoływał się m.in. do poczucia patriotyzmu: Musimy krzewić wśród Nas ducha zdobywców, a psychikę obrony i cierpiętnictwa zmienić w wolę zwycięstwa13.

Działania kpt. Kalankiewicza spotkały się z entuzjazmem szefa Oddziału III - operacyjnego - płk dypl. Andrzeja Mareckiego. Powierzył on "chomikowi" przygotowanie założeń dla nowej komórki sztabowej, która miała zająć się zagadnieniem wojsk spadochronowych. Dobre wiadomości przyszły od samego gen. Sikorskiego, który 20.IX przy pośrednictwie córki umówił się z kpt. Kalankiewiczem na rozmowę. Jej przebieg dla zapalonego pomysłodawcy był szczególnie pomyślny bowiem zapadła ważna decyzja, a mianowicie postanowiono rozpocząć formowanie pierwszej polskiej jednostki spadochronowej, by jak najszybciej zrzucić ją do Kraju.

W X.1940 r. przy Oddziale III Sztabu powołano pięcioosobowy wydział studiów i szkolenia wojsk spadochronowych na czele z ppłk dypl. Wilhelmem Heinrichem. Działali w nim również kapitanowie Górski i Kalankiewicz oraz oficerowie lotnictwa: ppłk. Stefan Olszewski i Lucjan Fijuth. Zadaniem nowo powstałego wydziału było opracowanie planów werbunku i szkolenia cichociemnych. Oprócz tego cały czas pracowano nad udoskonalaniem zasad łączności lotniczej z krajem.

Zwieńczeniem długotrwałych starań "chomików" było zorganizowanie pierwszego polskiego kursu spadochronowego w Ringway pod Manchesterem w Brytyjskim Ośrodku Spadochronowym Central Landing School (Centralna Szkoła Desantowa)14, wzięło w nim udział 12 polskich oficerów. Wkrótce potem Oddział VI Sztabu Naczelnego Wodza podjął działania werbunkowe i szkoleniowe ochotników. Nocą z 15/16.II.1941 r. zrzucono pierwszą ekipę skoczków do okupowanego Kraju przy wykorzystaniu dwusilnikowego bombowca Armstrong Whitley pod kryptonimem "Adolphus" - ekipa "0". Był to podwójny debiut: pierwszy zrzut do Polski wyszkolonych cichociemnych i pierwsza operacja SOE w okupowanej Europie. Skoczyli wówczas: mjr Stanisław Krzymowski ps. "Kostka", rotmistrz Józef Zabielski ps. "Żbik" oraz kurier polityczny Czesław Raczkowski ps. "Orkan"15.

Kapitan Kalankiewicz tuż przed skokiem do okupowanego kraju postarał się również o ustanowienie dla istniejących polskich wojsk spadochronowych specjalnego znaku. Jego opracowanie powierzono polskiemu rysownikowi Marianowi Walentynowiczowi. 20.VI.1941 r. Wódz Naczelny złożył podpis na rozkazie ustanawiającym Znak Spadochronowy, którym został spadający do walki orzeł.

8.VII.4940r. w Wielkiej Brytanii z rozkazu Naczelnego Wodza powstał w Sztabie Głównym Oddział VI Specjalny współpracy z Krajem, który zajął się rekrutacją skoczków. Do działalności na terenie okupowanej Polski zgłosiło się 2413 kandydatów. Kurs spadochronowy łącznie ukończyło 606 osób, spośród których 579 osób zostało uznanych za gotowych do przerzutu16. Na tereny okupowanego Kraju trafiło 316 cichociemnych.

Zapotrzebowanie Kraju na specjalistów o różnorodnych umiejętnościach przyczyniło się do szkolenia na terenie Wielkiej Brytanii trzech grup skoczków. Każdą z nich przygotowywano inaczej. Jedynym wspólnym elementem dla wszystkich kandydatów był kurs spadochronowy i odprawowy. Pierwszą grupę stanowili specjaliści od fałszerstwa dokumentów, wywiadu i łączności. Druga grupa to skoczkowie, którzy mieli wspomagać odradzające się Siły Zbrojne w kraju aby wykorzystać je w momencie wybuchu powszechnego powstania. Stanowili ją zatem lotnicy, instruktorzy i dowódcy oddziałów. Ostatnia, trzecia grupa gromadziła kurierów, emisariuszy politycznych Ministerstwa Spraw Wewnętrznych do Delegatury Rządu. Na ilość szkolonych kandydatów z poszczególnych grup miały wpływ przede wszystkim plany operacyjne. W okresie zrzutów od 15.II.1941 r. do 28.XII.1944 r. na teren okupowanego Kraju zrzucono: 37 - specjalistów wywiadu, 50 - łączności, 24 - oficerów sztabu, 22 - z służb lotniczych, 11 - instruktorów pancernych i przeciwpancernych, 3 - fałszerzy dokumentów, 169 - specjalistów dywersji oraz 28 kurierów politycznych17.

Rekrutacją ochotników do pracy na terenie okupowanego Kraju zajmował się Oddział VI. Zgodnie z postanowieniem szefa Sztabu Naczelnego Wodza, gen. Tadeusza Klimeckiego zaciąg był ochotniczy i kierowanie do służby w Polsce nigdy nie mogło odbywać się na podstawie rozkazu, ponieważ jego zdaniem był to wyjątkowo ciężki odcinek służby, a więc przełożony, który sam się nań nie zgłasza, nie ma moralnego prawa jej nakazywać18. Nawet gdy wytypowani przez dowódców wojskowi odmawiali skoku do Kraju nie spotykały ich żadne negatywne konsekwencje. Jeśli jednak kandydat podejmował wyzwanie koniecznie musiał wyrazić zgodę na piśmie. Kolejnym krokiem weryfikacji chętnego było pogłębienie wiadomości na jego temat w Oddziale Personalnym Sztabu Naczelnego Wodza oraz w kontrwywiadzie. Ostateczna decyzja należała do szefa Oddziału VI. Choć nabór polegał na indywidualnym zgłoszeniu stosowano surowe kryteria oceny. Wiązało się to z wysokim ryzykiem działalności na terenie Kraju. Z tego powodu oprócz doskonałego stanu fizycznego o przyjęciu kandydata na kurs stanowiły także predyspozycje psychiczne, refleks, determinacja, a także umiejętność podejmowania natychmiastowych decyzji bez chwili wahania, która w praktyce mogła okazać się zgubna. Nawet gdy opinia szefa Sztabu Naczelnego Wodza była pozytywna nie oznaczało to, że chętny ukończy kurs, bowiem kolejną selekcją było samo szkolenie, które zakończył jedynie co czwarty kandydat.

Na program szkolenia cichociemnych składały się cztery grupy kursów: zasadnicze, specjalnościowe, uzupełniające i praktyki. Skoczkowie, których przygotowywano na dywersantów byli zobowiązani do przejścia pięciu kursów zasadniczych. Pierwszym z nich był kurs zaprawy dywersyjno-minerskiej, na którym hartowano fizycznie i uczono terenoznawstwa, dżu-dżitsu, sprawnego strzelania z broni ręcznej oraz posługiwania się środkami minerskimi. Początkowo kurs był prowadzony w Inverlochy Castle, natomiast w latach 1942-1944 przejęła go STS 25 w Invernesshire. Zajęcia prowadzili instruktorzy zarówno angielscy jak i polscy - m.in. kpt. Antoni Strawiński, prof. Stefan Kaczmarek, por. inż. Aleksander Legini. Ten pierwszy etap szkolenia często okazywał się dla kursanta ostatnim, bowiem jego nieukończenie chociażby z powodu przypadkowego zranienia dyskwalifikował kandydata z dalszego szkolenia.

Kolejnym krokiem był kurs badań psychotechnicznych, zorganizowany przez Anglików. Prowadzono go w STS 7A pod Guilford. Trwał od jednego do dwóch tygodni. Po jego zakończeniu kandydaci przystępowali do zaliczenia kursu spadochronowego, który obejmował zaprawę spadochronową, a następnie skoki. Zajęcia praktyczne mogły odbywać się w dwóch przygotowanych do tego ośrodkach na terenie Wielkiej Brytanii. Pierwszym z nich był brytyjski ośrodek treningowy w Ringway pod Manchesterem gdzie znajdowała się STS 51 - wtedy szkolenie trwało tydzień, lub w polskim ośrodku w Largo House pod Leven zwanym "Małpim Gajem" w którym kandydaci byli poddawani treningowi przez dwa, a nawet cztery tygodnie. Polski ośrodek swą potoczną nazwę zawdzięcza okalającym go starym dębom, które tworzyły atmosferę gaju, natomiast druga jego część czyli "małpi" bierze swój początek od ćwiczeń, które wymagały od cichociemnych małpiej zręczności. Jednym z zadań, które stawiano przed kursantami było przedostanie się z drzewa na drzewo bez wykorzystania czyjejkolwiek pomocy i sprzętu pomocniczego. Cichociemny miał prawo posługiwać się tylko gałęziami drzew. Jak pisze Stefan Bałuk to właśnie upodabniało nas do małp, skaczących do drzewach19. Polski ośrodek słynął także z toru przeszkód pełnego różnorodnych utrudnień, które należało pokonać w wyznaczonym czasie. Jednak najważniejszym ćwiczeniem w Largo House były skoki z "trapezu śmierci", który zwany był tak od momentu kiedy jeden z kursantów stracił na nim życie. Polegało ono na tym, że przywiązany kursant do metalowego ramienia o długości sześciu metrów huśtał się, a instruktor wprawiał go w ruch wahadłowy. W nieznanym dla skoczka momencie pasy, którymi był przypięty odłączały się od trapezu. Zadaniem kursanta było zrobienie przewrotki tak, by siłę uderzenia w momencie lądowania rozłożyć na długość całego ciała.

Ćwiczenia prowadzone w Largo House były chyba jednym z największych wyzwań w okresie szkolenia. Świadczą o tym zaprezentowane poniżej rysunki humorystyczne Stana Kowalczewskiego opublikowane w jednodniówce Najkrótszą drogą, które w sposób żartobliwy opowiadają o niebezpieczeństwach czyhających na skoczków podczas codziennych treningów.


Ryc. 1

 

Ryc. 220

Ćwiczenia spadochronowe w Largo House miały za zadanie wyrobić w kursantach odpowiednie ułożenie ciała do wyskoku oraz automatyczną reakcję na rozkaz instruktora "Go!" czyli "Idź!". Koniecznie było także ćwiczenie skoków. W tym celu Polacy wybudowali pierwszą na terenie Wielkiej Brytanii wieżę spadochronową. Obowiązkiem każdego kandydata przebywającego w Ringway było wykonanie przeciętnie 5 skoków w tym jednego nocą. Nie było to jednak stałe założenie, bowiem programy szkolenia często ulegały modyfikacji, a mianowicie np. w 1944 r. liczbę skoków zwiększono do 8, gdzie 2 stanowiły skoki z balonu, 5 dziennych z samolotu i 1 nocny21. Od I.1944 r. do wyżej wymienionych ośrodków szkoleniowych dołączyła Baza Nr 10 we Włoszech.

Kolejnym etapem był kurs walki konspiracyjnej prowadzony kolejno przez rotmistrzów: Franciszka Koprowskiego, Adama Mackusa oraz majora Józefa Hartmana22. Początkowo prowadzony był w STS 38 w Briggens i trwał około czterech tygodni, a od 1.V.1942 r. został przeniesiony do STS 43 w Audley End gdzie okres jego trwania wydłużył się niemal dwukrotnie. Od 1.V.1944 r. równoległy kurs prowadzono także w Bazie Nr 10 w Ostuni. Nauczano na nim organizowania oraz prowadzenia walki w małych zespołach dywersyjno - sabotażowych przy zachowaniu konspiracji. Duży nacisk kładziono na wyrobienie umiejętności minerskich i strzeleckich, oraz przyswojeniu podstawowych zasad radiotelegrafii i szyfrów. Oprócz wiedzy teoretycznej szkoleni kandydaci odbywali także ćwiczenia praktyczne - za zgodą władz angielskich - które odbywały się na prawdziwych obiektach np. mostach i urzędach pocztowych przy wykorzystaniu środków pozorowanych. Zadaniem kursantów było rozpoznanie obiektu oraz zaplanowanie akcji i jej przeprowadzenie z tym, że ładunki pozostawały nieuzbrojone. Kurs walki konspiracyjnej nie obowiązywał jedynie oficerów wywiadu, lotników oraz niektórych oficerów sztabowych i łączności23.

Ostatni kurs odprawowy odbywał się początkowo w Audley End, a następnie w zakonspirowanych lokalach na terenie Londynu, trwał od dwóch do sześciu tygodni. Z czasem prowadzono go także we włoskiej Ostuni. Skoczkowie układali wówczas swoją "legendę", która była niczym innym niż fałszywym życiorysem. Żaden z kursantów nie mógł zachować prawdziwych danych, zmianie podlegał nawet rodzaj zawodu i świadectwo chrztu. Po przybraniu nowych osobowości kandydaci otrzymywali dokumenty odpowiadające przybranej legendzie. Wyposażano ich również w różnego rodzaju papierki, jak na przykład kwit z pralni - jednym słowem wszystko co legalizowało skoczka w zupełnie innym od dotychczasowego życia24. W czasie trwania kursu skoczków szczegółowo zapoznawano z warunkami życia na terenie okupowanego Kraju. Wykłady najczęściej prowadzili emisariusze lub kurierzy, którzy przybyli z Polski. Jak pisze Stefan Bałuk: zasadniczym celem było przyswojenie kursantom maksimum wiedzy o sytuacji w Kraju, a więc przede wszystkim wiadomości, w jakich warunkach żyją Polacy w Generalnym Gubernatorstwie. Ważne było wszystko: ubiór, żywność, ceny, ogłoszenia w gazetach, godziny pracy, komunikacja - wszystko, co było normalnym życiem przeciętnego obywatela, a głównie to, czym się ono różniło od życia przedwojennego25. Dla cichociemnych koniecznością było zapoznanie się z prasą konspiracyjną i okupacyjną - "gadzinową". Skoczków zaznajamiano także z wyglądem okupanta. Służyć temu miały manekiny ubrane w niemieckie mundury wszystkich rodzajów wojsk. W czasie kursu odprawowego jego uczestników wyposażano w ubrania cywile, które były niezbędne po zrzucie. Ważne było, by żadne z nich nie miało ani brytyjskiej metki ani angielskiego fasonu. Pod żadnym pozorem nie mogło dojść do przeoczenia pod tym względem, ponieważ zdradzałoby to miejsce z którego przybyli spadochroniarze.

Oprócz kursów zasadniczych kandydaci realizowali programy kursów uzupełniających. Zaliczano do nich np.: polski kurs wywiadu o kryptonimie Oficerski Kurs Doskonalący Administrację Wojskową, który trwał około sześciu miesięcy. Początkowo przeprowadzano go przy londyńskim Kensington Park Road, a następnie w Glasgow. W programie szkolenia mieściło się studium Niemiec; zajęcia "ślusarskie", które były po prostu nauką włamywania; nauka wywiadu; oraz chemia, którą planowano wykorzystać do celów propagandowych i fotografia. Po jego ukończeniu specjaliści byli kierowani na kurs spadochronowy i odprawowy. Ponadto kurs w Glasgow był jednym z elementów szkolenia fałszerzy dokumentów. Prowadzono również polskie kursy pancerne i przeciwpancerne - na sprzęcie niemieckim - oraz kierowców, ponieważ takie było zapotrzebowanie w Kraju. W Meldunku nr 136 gen. Roweckiego26 czytamy: Przysłani żołnierze muszą być dobrymi kierowcami samochodów i motocykli. Tego typu szkolenia były prowadzone w Catterick Camp i we Włoszech przy 2. Korpusie, czas ich trwania wynosił od czterech do ośmiu tygodni. Absolwentów kursu pancernego i przeciwpancernego kierowano również na szkolenie dywersyjne. Wysoko ceniono absolwentów kursu wyrobu materiałów wybuchowych sposobami domowymi. Cieszył się on ogromnym powodzeniem wśród kandydatów, bowiem Polacy przebywający w Polsce zgłaszali duże zapotrzebowanie na tych fachowców. Cichociemni mogli również uczęszczać na kurs informacyjno - wywiadowczy, który prowadzono w Beaulieu. Kandydatów zapoznawano z m.in. ze sposobami wyrobu atramentów sympatycznych. Ponadto dawał on szeroką znajomość kodów i szyfrów, a także zaznajamiał z pracą podziemną i propagandą. W Briggens i STS 60 prowadzono natomiast kurs mikrofotografii zwany także kursem czarnej propagandy demoralizującej środowisko niemieckie27. Uczestnicy zdobywali na nim wiedzę na temat drukarstwa oraz fotografii. Nie był to jedyny sposób przekazywania tej wiedzy. Z czasem zorganizowano objazdowy kurs propagandy, który często przeprowadzono w czasie oczekiwania na skok, a ten niekiedy znaczenie się wydłużał np. latem gdy z racji krótkich nocy całkowicie zrezygnowano ze zrzutów spadochroniarzy. Najbardziej nietypowym spośród omawianych kursów było szkolenie na którym kandydaci uczyli się zmiany wyglądu zewnętrznego. Trwał najkrócej ze wszystkich, bowiem zaledwie od trzech dni do tygodnia. Skoczkowie zobowiązani byli również do odbycia kursu praktycznego bytowania w terenie, był to tzw. kurs korzonkowy. Zorganizowano go w Dunkeld w Szkocji. Miał on na celu przygotowanie spadochroniarzy do samodzielnego bytowania w terenie gdzie mieszkało się w namiotach, obcowało przez cały czas z przyrodą, a jadło nie tyle korzonki, co króliki, ptaszki i ryby, które trzeba było zdobywać własnym przemysłem28. Przyszłych radiotelegrafistów i radiomechaników szkolono w Ośrodku Wyszkoleniowym Sekcji Dyspozycyjnej Sztabu Naczelnego Wodza, który mieścił się kolejno w Szkocji w Anstruther i Auchtertool, a od V.1943 r. w Saint Margaret School w Polmont. Byli oni również zobowiązani do odbycia kursu dywersyjnego lub walki konspiracyjnej. Należy również wspomnieć o Inspektoracie Lotnictwa, który organizował szkolenia dla lotników. Głównym założeniem tego kursu było zapoznanie kandydatów z budową niemieckich samolotów. Cichociemni realizowali również program angielskiego kursu The Eureka and Sphon, który prowadzono w STS 40 oraz STS 61. W czasie jego trwania cichociemni przyswajali sobie wiedzę na temat środków łączności ziemia - lotnik, które było urządzeniem naprowadzającym samolot na cel typu "Eureka"29 i radiotelefon "S-fon". Znajomości tych zagadnień wymagano od wszystkich cichociemnych, ponieważ ze wspomnianych środków korzystano w momencie zrzutu na teren okupowanego Kraju. Na koniec należy również wspomnieć, że wszyscy kandydaci przeznaczeni do pracy w konspiracyjnych sztabach byli zobowiązani do odbycia kursu w Wyższej Szkole Wojennej, który trwał rok. Kolejnym etapem ich szkolenia były praktyki organizowane przez Sztab Naczelny Wodza. Tak przygotowanie cichociemni bardzo często realizowali także program kursu dywersyjnego.

Mimo częstych zmian i modyfikacji wyżej scharakteryzowanych kursów niezmienna pozostawała jedna zasada - minimum teorii na rzecz zajęć praktycznych. Wpływ na zmianę decyzji o modyfikacji kursu miały uwagi nadsyłane z Polski. Za przykład może posłużyć przytoczony już Meldunek nr 136 w którym gen. Rowecki wskazuje zmiany, które należy wprowadzić w szkoleniu strzeleckim: Zwiększyć ilość strzelań z pistoletów automatycznych i maszynowych [...] oraz minerskim: Przysłani żołnierze muszą nie tylko znać prace minerskie z ćwiczeń praktycznych, ale każdy z nich musi posiąść dużą wprawę przez osobiste wielokrotne ich wykonywanie, być niejako rutynowym rzemieślnikiem w tym zakresie, umiejącym poradzić sobie w warunkach wymagających improwizacji [...]30. Często w meldunkach pojawiały się także uwagi specjalne np.: Ludzie przysłani winni być zdrowi, dostosowani do obecnych warunków pracy w Kraju i na Kresach31.

Po ukończeniu kursu każdy z cichociemnych otrzymywał opinię, którą przesyłano drogą radiową do Kraju. Było to niezwykle ważne dla Oddziału I KG AK, który decydował o przydziałach zadań na terenie Polski dla poszczególnych cichociemnych. Po zakwalifikowaniu do zrzutu skoczek przybierał pseudonim i wyjeżdżał na stację wyczekiwania uprzednio składając przysięgę na Rotę Armii Krajowej32:

W obliczu Boga Wszechmogącego i Najświętszej Maryi Panny, jako żołnierz powołany do służby specjalnej przysięgam, że powierzonego mi sprzętu, poczty i pieniędzy, strzec będę nie tylko jako dobra państwowego, ale i jako środków przeznaczonych dla odzyskania wolności Ojczyzny, a tajemnicy służby specjalnej dochowam, nawet wobec moich przełożonych i kolegów w konspiracji i nie zdradzę jej nikomu, aż do końca wojny. Tak mi Panie Boże dopomóż.

Każdy cichociemny zobowiązany był również do złożenia pisanego odręcznie zobowiązania33:

Ja, niżej podpisany [imię i nazwisko], zobowiązuję się, że aż do końca wojny: zachowam w absolutnej tajemnicy drogę mego przerzutu do Polski i rodzaj mojej działalności. Odnosi się to do wszystkich agend Armii Krajowej w Polsce, z wyjątkiem sytuacji, w których byłbym o to zapytany kanałami urzędowymi. Nie będę pił nadmiernych ilości napojów alkoholowych, szczególnie w miejscach publicznych. Nie będę angażował się w żadne działania polityczne. Będę przyjmował wszelkie proponowane mi zadania , wyłączywszy przypadki kiedy przełożeni pozwolą dokonać mi wyboru. Kontakty z moją rodziną będą zależały od instrukcji otrzymywanych od władz AK w Polsce. W żadnym razie nie będę próbował kontaktować się z moją rodziną bez pozwolenia wyżej wymienionych władz wojskowych. Oświadczam również, że bez pozwolenia oficera VI Oddziału Sztabu Generalnego nie zabiorę ze sobą żadnych przedmiotów (fizycznych) lub materiałów pisemnych.

Czas wyczekiwania na zrzut trwał od trzech dni nawet do kilku miesięcy. Jak pisze Jędrzej Tucholski: pobyt dłuższy niż jeden miesiąc wpływał z reguły ujemnie na stan moralny ekip34. Z tego powodu "Fanki", młode Brytyjki z organizacji FANY - First Aid Nursing Yeomanry czyli Pomocniczego Korpusu Sanitarnego, opiekowały się skoczkami wykonując takie prace jak pranie czy prasowanie. Dla cichociemnych były jednak kimś więcej. Świadczy o tym wypowiedź Stefana Bałuka w filmie My Cichociemni. Głos żyjących: Dawały nam pewnego rodzaju towarzystwo i miało to wszystko na celu wytrącenie tej pewnego rodzaju nerwowości w okresie oczekiwania przed lotem do Kraju.35.

Okres zrzutów trwał od 15.II.1941 r. do 28.XII.1944 r. Loty na teren okupowanego Kraju wykonywano pojedynczymi samolotami od jesieni do wiosny ze względu na długie noce. Moment wylądowania skoczkowie oceniali jako wspaniałe przeżycie. Potwierdzają to słowa Stefana Przybylika, który w ten sposób opisał uczucia towarzyszące mu tuż po wylądowaniu: [...] ja po prostu przytuliłem się do naszej polskiej ziemi i się rozbeczałem. To było coś dla Nas fantastycznego, że potrafiliśmy przylecieć tutaj żeby walczyć z naszym wrogiem w Kraju36.



Bibliografia
Armia Krajowa w dokumentach 1939-41, t. I, Londyn 1970.
S. Bałuk, Commando Cichociemni, Warszawa 2008.
S. Bałuk, Byłem cichociemnym, Warszawa 2007.
J. Ederman, Droga do Ostrej Bramy, Warszawa 1990.
J. Tucholski, Cichociemni, Warszawa 1985.
J. Tucholski, Powracali nocą, Warszawa 1988.
K. Śledziński, Cichociemni. Elita polskiej dywersji, Kraków 2012.
A. Stańsko, Gdzie Karpat progi, Warszawa 1984.
My, cichociemni. Głos żyjących, Paweł Kędzierski, Polska 2008.
Drogi cichociemnych, Londyn 1972.
Meldunek nr 136 z VII.1942 r.: "Wnioski w sprawie szkolenia na terenie Wielkiej Brytanii żołnierzy przeznaczonych do dywersji na terenach Polski i przyległych", AWIH, sygn. III/21/19.


Znak Cichociemnych - Spadochroniarzy AK wykorzystany na stronie tytułowej pochodzi z książki J. Tucholskiego, Cichociemni, Warszawa 1985, s. 37.

 

Przypisy

  1. J. Tucholski, Cichociemni, Warszawa 1985, s. 21.

  2. J. Tucholski, Powracali nocą, Warszawa 1988, s. 14.

  3. S. Bałuk, Commando cichociemni, Warszawa 2008, s. 11.

  4. Armia Krajowa w dokumentach 1939-41, t. I, s. 9-10.

  5. Pomysłodawców nawiązania stałej łączności z Krajem z czasem zaczęto nazywać "chomikami" patrz: K. Śledziński, Cichociemni. Elita polskiej dywersji, Kraków 2012, s. 27.

  6. Cyt. za: J. Ederman, Droga do Ostrej Bramy, Warszawa 1990, s. 99.

  7. Ibidem.

  8. S. Bałuk, Commando... op. cit., s. 37.

  9. J. Tucholski, Powracali... op. cit., s. 6-7.

  10. Armia Krajowa... op. cit., s. 224-225.

  11. S. Bułak, Commando... op. cit., s. 19.

  12. J. Tucholski. Powracali... op. cit., s. 25-26.

  13. J. Tucholski, Cichociemni, s. 27.

  14. Po trzech miesiącach działania została przemianowana na No. 1: Parachute Training Schoole (Treningowa Szkoła Spadochronowa nr 1) patrz: J. Tucholski, Powracali... op. cit., s. 26.

  15. K. Śledziński, Cichociemni... op. cit, s. 59.

  16. J. Tucholski, Cichociemni., s. 50.

  17. S. Bałuk, Commando... op. cit., s. 87.

  18. J. Tucholski, Cichociemni, s. 62.

  19. S. Bałuk, Byłem cichociemnym..., Warszawa 2007, s. 129.

  20. J. Tucholski, Cichociemni, s. 43.

  21. J. Tucholski, Powracali... op. cit., s. 28-29.

  22. S. Bałuk, Byłem... op. cit., s. 128.

  23. J. Tucholski, Powracali... op. cit., s. 30.

  24. S. Bałuk, Byłem... op. cit., s. 151.

  25. Ibidem s. 151.

  26. Meldunek nr 136 z VII.1942 r.: ?Wnioski w sprawie szkolenia na terenie Wielkiej Brytanii żołnierzy przeznaczonych do dywersji na terenach Polski i przyległych? zob. AWIH, sygn. III/21/19.

  27. J. Tucholski, Powracali... op. cit., s. 31.

  28. Drogi cichociemnych, Londyn 1972.

  29. "Eureka" - nadajnik ultrakrótkich fal, lokowany w rejonie zrzutu, który uruchomiony impulsem z samolotu. Pomagał naprowadzić go na siebie z odległości 60 km, z dokładnością do 200 m. patrz: J. Tucholski, Powracali... op. cit., s. 34.

  30. Patrz: przypis 24 na s. 10 niniejszej pracy.

  31. Ibidem.

  32. A. Stańko, Gdzie Karpat progi, Warszawa 1984, s. 82.

  33. S. Bałuk, Byłem... op. cit., s. 151.

  34. J. Tucholski, Cichociemni, s. 85.

  35. My, cichociemni. Głos żyjących, Paweł Kędzierski, Polska 2008.

  36. Ibidem.

 

Czas Honoru Czas Honoru

Ankieta

Czy Twoim zdaniem, serial przyczynił się przywrócenia pamięci o cichociemnych oraz żołnierzach wyklętych?
 

Z planu serii "Powstanie"

Wyszukaj na stronie

Ostatnie komentarze